Skocz do zawartości

Zdjęcie

Radosna twórczość z portalu p...y.org %)

- - - - -

  • Proszę się zalogować aby odpowiedzieć

#1
-Damian

-Damian

  • KFD pro
  • PipPipPipPipPipPip
  • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    O ja głupi chciałem się zapisać do siłowni, coby sobie przykabanić i zaimponować miejscowym Karynom muskulaturą, i się wybrałem do renomowanego fitness klubu. Nie zdawałem sobie sprawy co mnie tam może czekać, ale po kolei.

    Początkowo spoko luz, zwłaszcza, że darmowa wejściówka na próbę (można sobie zarezerwować na PESEL, na ich stronie i masz dzień otwarty w zasadzie). Pracownicy widzą, że potencjalny klient to mili i pomocni, pokazują jak co obsługiwać żeby sobie nie zrobić kuku, zachwalają saunę, opowiadają, że wypasiona solara za symboliczną złotówę, no i trenerzy do dyspozycji.

    Trochę się pomachało żelastwem, popróbowało maszynki, to z ciekawości spytałem jak to wyglada ten personal trainer. Okazuje się, że płatny dodatkowo sporo, ale za jakość trzeba płacić, a oni mają najlepszych trenerów w mieście. A zresztą dzisiaj gratis mogę się przekonać i zawołali go. Tą górę mięcha. "Panie Sławku, pan chce się dowiedzieć jak tam u nas z prywatnym treningiem" Usłyszałem głośne "FAAAAAAAAAAAAAAAAAK!" i dźwięk upuszczanych hantli. Podbiegł do nas światowej sławy strongmen Sławomir Toczek.

    Byłem zachwycony, bo taki kolos, strongmen miał mi dawać wskazówki. Toczek powiedział tylko "Cho!" i złapał za koszulkę i pociągnął w stronę drążka do podciągania się na drążku. Chłopak, który się podciągał jak tylko zobaczył Toczka, to odskoczył od drążka jak Jasiu Mela od transformatora. Toczek mówi do mnie "Wskakuj i się podciągnij 20 razy." na co ja w śmiech i mu mówię, że jak 4 razy się podciągnę to będę zaskoczony. Jemu do śmiechu nie było. Wydarł się na mnie "FAAAAK! Wskakuj na drążek!" Podciągnąłem się z 5 razy i już nie miałem sił, a ten krzyczy "Podciągnij się! Jeszcze trochę. Jeszcze 2 razy i dostaniesz mordoklejkę!" Nie dałem rady to ten zwyrol wziął jakąś miotłę i mnie kłuje w odbyt, że niby na motywację. No w sumie zadziałało, bo nie chciałem mieć kija od szczotki w ****. Podciągnąłem się jeszcze 2 razy a Toczek zadowolony "FAAAAAAAAAAK! No i to je motywancja! Tak wygląda personal trening, motywancja żeby przełamywać bariery." Po czym odkleił z papierka mordoklejkę i wsadził mi ją do gęby.

    Długo sobie nie odpocząłem, bo Toczek zaczął ciągnąć mnie na ławeczkę. Chciałem powiedzieć, żeby poczekał bo jestem jeszcze wyczerpany tym podciąganiem, ale miałem sklejoną **** mordoklejką. Wszystkie ławeczki były zajęte, więc pan Sławek podszedł do pierwszego z brzegu kafara i uprzejmie go przeprosił mówiąc "Wypi****alaj! FAAAAAK!" Pokaźnie umięśniony facet odłożył ciężar i posłusznie wyp****erdolił. Toczek nawet nie zmniejszył ciężaru, tylko kazał mi siadać i wyciskać, a on będzie mnie asekurować. Jak to złapałem, to mnie pryszpiliło do ławeczki. Toczek na to "weź wyciśnij z 3 razy to dostaniesz mordoklejkę." Ja na to wysapałem, że w **** mam jego mordoklejkę, jak tego nie uniosę. On zdziwiony zapytał "CO KU---A?" To mu odpowiedziałem, że się zaraz ze**** z wysiłku, i do **** z jego mordoklejką. A ten wyciąga z ****a na wpół przerzutą mordoklejkę i zaczyna ściągać mi pory. Ja do niego krzyczę co on odp---la, a on "FAAAAK! No sam mówisz żebym ci zapchał **** bo się ze****." Wydukałem już że spoko, i jakoś podniosłem to żelastwo 3 razy, nie wiem jak, chyba siłą woli. Zadowolony Toczek odwinął nową mordoklejkę i wsadził mi ją do ust.

    Powiedział, że idzie się wyszczać, a ja mam iść do rowerków, to mi pokaże co to jest motywancja do szybkiego ****owania. Wiedziałem, że muszę uciec. Zwlokłem się z ławeczki i doczłapałem do szatni. Nie mogłem podnieść ramion. Przebranie się zajęło mi zbyt długo. Usłyszałem jego ryk zza drzwi "FAAAAAAAAAAK! Gdzie ty jesteś?" Wiedziałem, że to tylko moment zanim się zorientuje, że jestem w szatni. Wrzuciłem pierwszą z brzegu monetę do solarki i wskoczyłem do środka. Kilka sekund później Toczek wparował do pomieszczenia. Słyszałem jak chodzi po szatni, i zastanawia się gdzie jestem. Tak jak się spodziewałem, zapukał do kabiny solarium i się pyta "FAAAAAAAAAAAAK! Jesteś tam?" na co odpowiedziałem najniższym możliwym dla siebie, nienaturalnym basem "Zajęte, ziom." Dał się nabrać. Wyszedł, podejrzewam do recepcji żeby się spytać czy nie wyszedłem z klubu.

    Postanowiłem, że poczekam z 10 minut w solarce, co powinno mi starczyć na odzyskanie wystarczająco sił, żeby dać szybko dzidę z klubu, na wypadek gdyby Toczek mnie przyuważył. Po 5 minutach Toczek wlazł z powrotem do szatni i zaczął mnie szukać, tym razem po szafkach. Chwilę potem do szatni wszedł jakiś chłopak na co Toczek wykrzyknął "FAAAAAAAAAAK! gotowy na trening?" Chłopaczynacoś tam zaczął dukać, i najwyraźniej nawet nie zdążył się przebrać. To był kolejny nowy w klubie, który miał darmową wejściówkę, który jak ja padł ofiarą Toczka. Ten kazał mu zrobić 300 pompek w szatni, to dostanie mordoklejkę. Zastrzegł, że nie wypuści go na salę dopóki nie zrobi porządnej rozgrzewki, czyli tych pompek.

    Minęła z godzina, ale biedak zrobił te 300 pompek, z przerwami, ale Toczka to zadowoliło i wziął swoją nową ofiarę na salę. Mogłem wyjść z solary. Skóra mnie piekła, o mały włos bo wrzuciłem piątraka i starczyło jeszcze tylko na kilkanaście minut opalania. Wyszedłem z klubu. Po drodze ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. W domu okazało się, że po godzinie w solarium wyglądam jak brązowa mordoklejka Toczka. Nie polecam treningów personalnych.


    Edytowany przez NieDyskutuj, 14 marzec 2015 - 15:05 .

    • 3

    Doradca KFD

    Doradca KFD
    • KFD pro

    Siemka, sprawdź ofertę specjalną:




    Poniżej kilka linków do tematów podobnych do Twojego:

    #2
    Dr.Ego

    Dr.Ego

      Się rozkreca

    • Użytkownicy
    • PipPipPip
    • 234 postów

    Masz tego więcej?:>


    • 0

    #3
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    Jak jeszcze na coś natrafię, to wrzucę. %)


    • 0

    #4
    Dr.Ego

    Dr.Ego

      Się rozkreca

    • Użytkownicy
    • PipPipPip
    • 234 postów

    Lubie takie historie rodem z F23 :D


    • 0

    #5
    Mr-Nobody

    Mr-Nobody

      KFD Silver

    • KFD pro
    • PipPipPip
    • 671 postów
  • Wiek: 20
    • Płeć:Mężczyzna
    • Miasto:Elbląg
    • Staż [mies.]: 22+

    hahahhahaha xD

     

    Przeczytałem całość.

     

    Pozdro z podłogi ;D


    • 0

    #6
    lMADŁO

    lMADŁO

      Albańskie kakao.Tylko prawdziwe kakao nie podrabiane!

    • KFD pro
    • PipPipPipPip
    • 1271 postów
  • Wiek: 24
    • Płeć:Mężczyzna

    mam to szczescie i przyjemnosc czasami trenowac na tej silowni co piotr robertowicz. jak wyczailem o ktorych godzinach chodzi to ustawilem sobie tak grafik zeby caly czas podpatrywac naszego IFFB pro. no wiec do rzeczy, chodzilismy jednakowo na treningi, robi splita itd, minal jeden tydzien- nie zrobil nog, se mysle moze chlopina ma jakas niedoleczona kontuzje i sobie odpuscil az przejdzie, minal drugi tydzien, trzeci, on nadal nie robi nog. mowie jak to mozliwe? wielkie kopyta jak baniaki a on nog nie robi. ja zawsze robie nogi az padam na pysk (zakladam na sztange 50 kg i robie tyle przysiadow ile zdolam).

     

    pewnego razu robie tak dooporu az mi odcielo prad (niedotlenienie) i sie wywrocilem ze sztanga, cale szczescie, ze w poblizu byl piotrek to mnie wyciagnal spod tej sztangi. jak sie ocknalem to pierwsze co uslyszalem z ust mistrza "mlody co ty odpiErdalasz?!" na to ja drazacym glosem nie wpelni kontaktujac wymamrotalem "no pain no gain" i "dont skip leg day". robertowicz zrobil wielkie oczy i podal mi butelke z woda (dzieki piotrek!). powiedzial tez ze jak tak dalej bede robil to sobie kolana zajade bo wychodza poza linie palcow. jeszcze chwile do siebie dochodzilem, ale pozniej podszedlem do piotra i mowie, "jak to robisz ze nie cwiczysz nog a masz takie wielkie kopyta, jaki jest twoj sekret?". na poczatku wcale nie chcial mi powiedziec i mnie zwodzil mowil ze to genetyka, ze wchodzi bardzo powoli po schodach (mistrz czucia miesniowego) i wtedy trenuje nogi, potem se znowu wymyslil ze niby sa specjalne odzywki z usa ktore sa na poszczegolne partie miesiowe i jak sie je bierze to same rosna. ale ja nie z tych co wierza w bajeczki wiec go przycisnalem az w koncu zdradzil swoj sekret. piotrek mowi ze tak naprawde nigdy nog nie cwiczyl jako tako, po prostu duzo chodzi czasami biega (na autobus)i same rosna. mowil ze jak chce miec takie baniaki jak on to musze te suple brac i duzo grac w pilke nozna.


    moja pierwsza reakcja? parsklem smiechem w jego ****. no ale on mi mowi ze serio serio, ze te wszystkie przysiady i inne katujace cwiczenia wymyslilo lobby kulturystyczne zeby ludziom pekaly wiezadla i sciegna, zeby robic kase na operacjach, ze jak byl w usa to widzial ze czestym zjawiskiem jest ze obok silowni jest zaraz przychodnia ortopedyczna i chirurgia (ofc prytwatna). sobie jego razy wzialem do serca, i przestalem robic tak intensywnie nogi jak dotychczas (7x w tyodniu). w domu jak to na chlodno przmyslalem to dosedlem do wniosku ze to ma sens. skoro nasz mistrz nie cwiczy nog tylko gra w pilke/biega, jest starszy i lepiej wie to cos w tym jest.


    tak wiec podsumowujac od momentu gdy zaczalem cwiczyc planem piotra robertowicza na nogi, czyli 10 ****ykow, 10 delfinkow trucht na biezni 2km, na koniec gra w pilke na podworku, moje kopyta zwiekszyly rozmiar o 5cm w 2 miesiace. oczywiscie to czyste miecho a nie jakies sadlo 100% definicji. tak wiec to co jest na tym filmiku to sama prawda. elo
     

    %)


    • 2

    #7
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    Komentarz do filmu "Bodybuilder destroyed by steroids and HGH"

     

    dobrze, jako ze jestem nejtiv spikerem to ci to streszcze. zatem, ziomus trenuje 20 lat, na filmiku mowi ze ma 38. mowi ze przez pierwsze lata bardzo dobrze mu szlo, szybko progresowal w sile jak i masie. po 7 latch przyszedl zastoj, ale wazyl wtedy 90kg na zyle (wiec spoko forma). rozmyslal czy nie wejsc na soczek ale sie wahal dosyc dlugo. przelomowym momentem byly wakacje w naszym nadwislanskim kraju. wspomina ze polske przejechal wzlduz i wszerz. poczatkowo trafil do gdyni gdzie chlopaki z arki chcieli go wcielic do swojej armii, on mowi ze przyjezdny i ze nie chce. tam jednak poznal niejakiego michala k. pseudonim michok. wielki byczek i do tego grajacy w rugby. odrazu mu zaimponowal umowili sie pare razy na trening, i wtedy od michala uslyszal co i jak brac. zaczal od testa z meta, potem troche lepsze bombki. posiadzial tutaj 2 miechy z michokiem pojezdzil troche po polskihc "gymach", byl min w poznaniu, w warszawie itd. wiedze ktora tu zdobyl zabral do swojej ojczyzny.
    tam stal sie nowym guru, rosl jak dzik na drozdzach, liczyl tylko makro i wszystko sie zgadzalo. wiedzial ze z takimi trikami niedlugo bedzie olimpia jego.
    mimo tego ze od wyczieczki do polski minely dwa lata (wtedy 2 lata) to od czasu do czasu snil mu sie kumpel michok. jako ze michok byl od niego wiekszy, chcial go przescignac. i tak tez zamierzal robic. ostro trenowal, liczyl makrosy, potrafil w 10 min zjesc 3kkcal! (tosty z dzemem). jednak z czasem zauwazyl ze stare bomby juz tak nie dzialaja. wkrotce po tym postanowil pojechac do polski porownac sie w sopocie na zawodach z najlepszymi.
    no i gdy dotarl na miejsce, lipcowy slonczeny dzien, zobaczyl swojego idola ale zarazem najwiekszego rywala-michoka. poczatkowo nie mogl ocenic jego formy, bo mial na sobie szaty "trec" skrot od train really extra chard. sobie mysli ze pewnie taka kulawa forma to sie w dresach chowa. ale gdy wybila godzina zero o malo co nie zemdlal. michok wyrzezbiony niczym spod samych rak michala aniola. ziomeczkowi szczena opadala, przegral ta walke juz psychicznie przed zawodami, na scenie to sie tylok potwierdzilo. na bekstejdzu pyta znajomego jak to zrobil ze tak "****al przez dwa lata" a ten mu mowi ze trzeba walic duzy ciezar na klate i brac hgh. no i ten sobie to wzial do serca, zaczal brac hgh jednak niewiedzial w jakich dawkach. walil do oporu no i sobie zrobil kuku. teraz nie wpelni jest sprawny fizycznie i umyslowo. za ta "przysluge" powiedzial ze michok to jego najwiekszy zyciowy wrog i zaczal uprawiac vodoo. wbijal szpile w kukielke. efektem tego jest to ze michok jego rywal, wylysial a takze pozrywal swoja najlepsza partie - klate

    wzruszajaca historia

     

    :loler:


    Edytowany przez NieDyskutuj, 21 marzec 2015 - 00:08 .

    • 1

    #8
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    Ranking najlepszych kulturystów świata po GrandFitness Classic 2016:


    1. Rafał GrandFitness (129kg) [grupa GF Promotions],
    2. Peter Vein (137kg) [grupa WK]
    długo długo nic...
    3. Phil Heath (118kg) [grupa Gifted Promotions]
    4. Pawel Doughnut (122kg) [grupa WK]
    5. Kai Greene (121kg) [grupa Melon4Pay]
    6. Polisz Fitness Mjutent (145kg!) [grupa PFM]
    7. Michał Anioł (114kg) [Grupa Old Timers Fiatnes]
    8. Bronek Komorowski (97kg ale dobrze docięty) [niezrzeszony]
    9. Zeus (75kg) [grupa Olimp promotions]
    10. Hefajstos (88kg) [grupa Olimp promotions]


    Warto wspomnieć o dyskusji jaka rozgorzała podczas porównań 1 i 2 miejsca w finałach, gdzie kontrowersyjną decyzją przegrał monstrualnie wielki Peter Vein z Warszawskiego klubu WK. Jako jedyny został przetestowany na substancje dopingujące i badania wykazały przekroczoną ilość cynku w organizmie o 1mikro gram.

     

    Witam, chciałbym przedstawić historię mojej przemiany. Nie mam zdjęć, więc będziecie musieli uwierzyć mi na słowo. Kto mi nie uwierzy - jego strata. A więc zaczynamy!

    Był rok 1998, kiedy kończyłem właśnie 18 lat. Miałem wybór, albo pójść na studia, albo zostać na polu i pomagać ojcu w żniwach. Wybrałem jednak zupełnie coś innego, co mojemu ojcu nie mieściło się w głowie - sporty sylwetkowe. Ojca po raz ostatni widziałem w 1999, kiedy wyrzucił mnie z domu. Pierwsze miesiące nie były łatwe - pracowałem w barze Murzynek za darmo, gdzie za to otrzymywałem wyżywienie w postaci 200 gramów białego ryżu oraz trzy filety - a i to tylko w dni robocze. Nie poddawałem się, i trenowałem w miejscowej siłowni Maxima, gdzie także wykonywałem codzienne porządki w zamian za możliwość treningu. Przepracowałem w Murzynku pół roku, kiedy zostałem zauważony na siłowni przez pewnego starszego pana. Zapytał mnie wprost - czy nie chciałbym pracować u niego w domu, ponieważ widział moją sumienność oraz konsekwencję. Zgodziłem się. Pensja nie była zbyt wysoka, zarabiałem ekwiwalent dzisiejszych 200, może 300 złotych, ale przynajmniej mogłem za to kupić obiad na weekend, a i miałem własne wydzielone pomieszczenie dla służby. I tak przepracowałem kolejne 2 lata, kiedy ponownie zostałem zauważony na siłowni, tym razem przez wielkiego, ponad stukilogramowego chłopa. Powiedział - przez te dwa lata zrobiłeś niesamowite postępy! Nie chciałbyś spróbować sił w zawodach kulturystycznych? Poczułem, że to moja szansa. 2001 rok i mój start w Trzciance pokazał, że lata ciężkiej pracy się opłaciły. Drugie miejsce w kategorii do 80 bodajże kilogramów. Miałem ochotę na więcej, a Michał - mój stukilogramowy kolega powiedział - jeżeli chcesz, mogę zabrać Cię do kulturystycznej mekki w Gdańsku - Old Timer Fiatnes. Podobno Fiat otworzył siłownię próbując szczęścia w innych gałęziach przemysłu. Angielska nazwa brzmiała dla mnie jak zakątek nowego świata, niczym odkryta przez Krzysztofa Magellana rok wcześniej Ameryka. Nie zastanawiając się długo, pożyczyłem pieniądze od znajomych i ruszyłem w podróż.

    Siedliśmy w najtańszy autobus. Po drodze Michał opowiadał, że w OTFie są takie maszyny, jakich nawet w Ameryce nie ma. Mówił o hak-przysiadach, które wykonywało się na przytwierdzonych do ściany hakach (stąd nazwa), bieżniach tak wymagających, że najoporniejsze łydki nie wytrzymywały i rosły, ale z największą fascynacją opowiadał o - jak je nazywał - żelaznych zasadach tego miejsca. 100% albo nic - mówił. Tam nie ma czasu na siedzienie, kończysz serię i idziesz na kolejną maszynę, bo du*peczki już czekają aby robić wyprosty. Zapytałem go zdziwiony, czy ćwiczą tam kobiety, bo na naszej siłowni same chłopy. Odpowiedział - człowieku! Tam 90% ćwiczących to du*peczki! Gdy opowiadał mi o facecie, który został pobity przez miejscowe dziewczyny na śmierć, ponieważ zakończył serię a mógł zrobić jeszcze jedno powtórzenie - przeszły mnie ciarki. Michał dolał oliwy do ognia wspominając historię chłopaków z Warszawy, którzy przyjechali na trening, którego jeden z nich nie wytrzymał. Podobno do dzisiaj ma rozwalone barki i kolana. Wysiadłem na pierwszym przystanku.

    Dziś jestem farmerem o dobrej i estetycznej sylwetce wyrobionej przy gnoju. Michał natomiast jest wielkim kulturystą, z czego bardzo się cieszę. Podobno został właścicielem tej siłowni i chyba troszkę zmienił nazwę, bo Fiat utracił do niej prawa. Czasem żałuję, że nie zaryzykowałem, ale może to i dobrze, może już bym nie żył? A może wracałbym dopiero po wieloletniej kontuzji kończyn? Pozdrawiam wszystkich sportowców z dystansem do siebie a przede wszystkim umiejących oddzielić cienką granicę pomiędzy sztuką a ****. Pozdrawiam, Mariusz.


    Edytowany przez NieDyskutuj, 24 marzec 2015 - 15:04 .

    • 2

    #9
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    Komentarz pod zdjęciem Franka Zane'a ze "starych czasów"

     

    Ech, to były czasy. Możecie mi nie wierzyć, ale to ja robiłem wtedy to zdjęcie. Opowiem wam moją historię. Historię Andrzeja Gambler-Kowalskiego. Zapraszam do lektury.

    W połowie lat 30 XX wieku Europa nękana widmem wojny była niestabilnym miejscem do życia. Młoda kobieta imieniem Maria skuszona wizją lepszej przyszłości przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Jej nielegalny pobyt został dość szybko odkryty przez policję, co rzuciło czarne chmury na jej los. Życie jednak chciało inaczej, bowiem Maria była obdarzona nieprzeciętną urodą oraz naturalną charyzmą, co zostało dostrzeżone przez jednego z dzielnicowych. Para szybko zadużyła się w sobie, po czym wzięli cichy ślub. Chciałbym napisać, że początki nie były łatwe, jednak w Stanach życie było zupełnie inne. Kobieta miała wszystkiego pod dostatkiem i nie martwiła się niczym. Zapewne domyślacie się, że w niedługim czasie urodziło się dziecko. Syn. Andrzej Gambler-Kowalski.

    Nie mogłem narzekać na swoje życie, ale też nie potrafiłem go docenić. Ojciec często ratował mi du*psko, ponieważ szybko awansował na komisarza. Moją pasją zawsze była fotografia. Szybko dostałem pracę w Perfect Body (miesięcznik). Kiedy któregoś dnia przez przypadek znajomy sportowiec przeglądał magazyn Muscular Development, zobaczyłem niemalże doskonałe zdjęcie Franka Zane'a. Wyglądał jak grecki bóg, dzięki zastosowaniu innowacyjnego oświetlenia spod sceny. Postanowiłem wybrać się na siłownię Gold's Gym, aby zobaczyć tego tytana podczas ćwiczeń i zrobić dobre zdjęcie. W siłowni spotykałem wielkich gości, jednak jeden bardzo odstawał. Miał ze 180cm wzrostu i potężne nogi, większe od pozostałych kulturystów. Zapytał się mnie - czego tu? Mało tu mamy sezonowców? Odparłem że szukam Franka i nie mam czasu na głupie rozmowy. Olbrzym zmieszał się i odszedł ćwiczyć na jakiejś dziwnej maszynie, którą nazywano przysiadem kapitana haka, czy coś w tym stylu. Jednak jak się później okazało był to początek śmiesznej historii tego zdjęcia.

    Nareszcie, po niemal dwóch tygodniach chodzenia na siłownię spotkałem Franka Zane'a. Rozczarowałem się, ponieważ wyglądał przeciętnie, jak niewysoki, szczupły chłopak. Jednak gdy zrzucił z siebie sportowe ciuchy i stanął przed lustrem w samych spodenkach do pozowania, wyglądał jak skała. Wielkie tłumy zgromadziły się przy Zane'ie, aż nie mogłem dopchać się do niego. Z daleka krzyknąłem - panie Franku, ja z magazynu, można zdjęcie? Frank nie przepuścił okazji i zrobił furtkę. Ledwo przecisnąłem się przez grupę karków, jednak to, co stało się później, na zawsze zmieniło losy kulturystyki. Wielki facet z olbrzymimi nogami którego poznałem wcześniej nagle zaprotestował, ściągnął z siebie ciuchy i stanął przy Franku. Ludziom zaparło dech, gdy zobaczyli wielką różnicę w masie, nie skłamię gdy powiem, że dzieliła ich 20 kilogramowa przepaść. Ogolona bestia z tatuażem tribal na ręce i nodze powiedziała - wywołujcie pozy! To pojedynek! W każdej pozie Frank przegrywał z kretesem. Jednak jako że był inteligentnym facetem, wykrył słaby punkt rywala. To teraz vacuum - powiedział. Wielkolud odszedł, ponieważ jego wielka masa uniemożliwiała mu wykonywanie tej pozy. Tłum powędrował za gigantem, a przy Franku została jedynie garstka kolegów. Szybko pyknąłem fotkę, podziękowałem i udałem się na drugą stronę sali.

    Tam monstrualnie wielki facet o słowiańskich korzeniach był podziwiany przez rzesze ludzi. Schodziły się nawet dzieci. Co ciekawe, problemy rasowe odeszły na drugi plan, bowiem młody chłopak stał z małym murzynkiem i rozmawiali ze sobą - widziałeś? Chcę być taki jak on! Łał, jest ogromny! Szczwany lisek ze mnie, więc zrobiłem szybki wywiad i zdjęcie. Za zdjęcie Zane'a otrzymałem sporo kasy, jednak artykuł dwóch chłopców o nazwiskach Yates i Coleman stał się hitem, który zaczął przełamywać bariery rasowe.

    Tak oto estetyka w kulturystyce zeszła na dalszy plan, a podyktowane było to żądzą wielkiej masy. Dziś, gdy wspominam to zdjęcie, kręci mi się łezka w oku. Olbrzyma spotkałem po latach w Polsce, okazało się, że odniósł wielki sukces i założył własną siłownię. Widziałem w niej tę dziwaczną maszynę do przysiadów kapitana haka. Ludzie go kochają a on jest jeszcze większy niż kiedyś. Zapytawszy go dlaczego nie wystartował nigdy na Olympii odparł, że w tamtych czasach trudno było o sponsora, że była to kwestia finansowa. Wielu właścicieli firm suplemetacyjnych było homoseksualistami, a olbrzym z Gdańska zawsze był i jest wierny swojej żonie. Dla mnie jednak jest wielkim zwycięzcą, ponieważ pod jego wpływem mieliśmy okazję podziwiać panów Yate'sa I Colemana, dwie legendy kulturystyki ekstremalnej. Oto moja historia.


    • 0

    #10
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    Komentarz pod zdjęciem Artemusa Dolgina w spodenkach w kwiatki, występującego w męskiej sylwetce:

     

    Heh, byłem na tych zawodach, teraz się z tego śmieję, ale wtedy byłem naprawdę przerażony. Spróbuję Wam opowiedzieć co tam się pokrótce wydarzyło, ale po kolei.

    Czwartek, godzina 12:20.
    Odbieram telefon od organizatorów imprezy, że dwóch sędziów jadących autokarem rozbiło się i na gwałt poszukują nowych sędziów. Byłem potrzebny dokładnie za 3 godziny, bo wstępna ocena zaczynała się koło 16. Przekonany wysoką płacą zjadłem obiadek i ruszyłem w drogę. Jako że jestem z Gdańska to miałem blisko, ot 50 kilometrów. Sędziuję już dobre 20 lat więc potrzebny im był przynajmniej jeden doświadczony sędzia. Na miejscu byłem około 15 minut później, bo lubię sobie szybko pojeździć. Miałem troszkę czasu na zapoznanie się ze sceną oraz resztą sędziów. Jednym z nich był młody człowiek koło 30 lat, lecz niewiele miał z tym sportem wspólnego. Drugi z nich natomiast był lokalną gwiazdą sceny kulturystycznej. Ubrany w sportową bluzę oraz obcisłe legginsy. Przywitałem się i pozwiedzałem stoiska z suplementami.

    Godzina zero.
    Rozpoczynały się wstępne oceny. Wielką niespodzianką okazał się Artemus Dolgin, który na ostatnią chwilę zwlekał z wyborem kategorii i zdecydował się na kulturystykę do 90 kilogramów (pan ze zdjęcia). Zaczynamy wstępne ocenianie. Bicepsy przodem, Artemus wygrywa. Najszersze - podobna sytuacja. Nagle rzecz niespodziewana - trzeci z sędziów mocno poirytowany krzyczy głośno w stronę sceny obelgi. Wstał i z charakterystyczną żyłką na ogolonej gładko głowie skoczył tak szybko, że ledwo ochrona zdołała go powstrzymać. Chwilowo - bowiem wielkolud zaczął okładać facetów gołymi pięściami. Piski i odgłos ucieczki ludzi na sali uniemożliwiły mi zidentyfikowanie jego wrzasków, ale wydaje mi się, że słyszałem coś o liczbie 100. Może to kibol? - pomyślałem. Może krzyczy J P na 100%? Czas dłużył się niemiłosiernie, przyznam się że to chyba przez ogromny stres. Walka trwała już dobre 20 rund bokserskich, w których ochroniarze wymieniali się jeden po drugim, aż nie został przytomny żaden z nich. Pełny obaw o zawodników na scenie zadzwoniłem na policję, otrzymując zapewnienie, że będą najszybciej jak to możliwe.

    Wykończywszy wszystkich człowiek ten zdjął z siebie bluzę, odsłaniając przerażający tatuaż tribal i niesamowitą, jakby wykutą przez samego Hefajstosa sylwetkę z kamienia łupanego. Powolnym krokiem podszedł do Artemusa Dolgina. Prawdę mówiąc powtarzałem w myślach - już po nim, już po chłopie. Myśląc o swoim życiu zacząłem wycofywać się w kierunku drzwi, jednak kat zauważył mnie, błyskawicznym sprintem zastawił drzwi i dyszącym półgłosem powiedział - będziesz widział wszystko albo nic. Wybieraj. Mając już pełno w porach wybrałem wszystko i grzecznie wróciłem na miejsce. Na sali zostało już może z 15 osób, w tym trzy na scenie i kilkanaście na widowni. Cyklon z Gdańska wszedł na scenę, jednym ruchem zdarł spodenki do pozowania Dolginowi i kazał włożyć te dłuższe do Men's Physique. - Tylko do tego się nadajesz - powiedział. Dolgin wydawał się przy nim malutki i bezbronny jak dziecko. Widziałem, jak z trudem powstrzymuje płacz, a po lewej nogawce cieknie strużka moczu. Biedak stał tam samiusieńki, z miną wołającą o pomoc. To wtedy fotografowie, aby udob****ć najeźdźcę postanowili stworzyć atmosferę zawodów, robiąc zdjęcia Dolginowi. Na szczęście jak nigdy na miejsce dotarła policja. Otoczywszy wielkiego jak tytana kulturystę wymierzyli w niego paralizatory i nie wahając się zbyt długo, wystrzelili. Nic tu po nas! - krzyknęli widząc, jak ten nadczłowiek zrywa z siebie przewody jednym napięciem mięśni. Nadzieja prysła tak szybko jak pojawiły się negatywne myśli. Gdy już myślałem o żonie i dzieciach, stało się coś niesamowitego - wielkolud krzyknął - o ja pie*dole, przecież przed chwilą miałem 20 rund cardio, muszę zjeść posiłek regeneracyjny! Po czym wyciągnął - nie chcę kłamać, ale nie wyglądało to na pojemnik, ale na skrzynię z jedzeniem. Otworzywszy ją, poczuć można było zapach świeżego fileta z około 10 kurczaków oraz conajmniej kilogram ryżu. Widząc, że zostałem już sam, wziąłem jeden z aparatów fotograficznych z tym zdjęciem.

    Chcąc nie chcąc, IFBB musiało uznać przebieg zawodów pod groźbą rozwiązania federacji. Wyniki prezentowały się następująco:
    Kulturystyka OPEN - brak uczestników,
    Kulturystyka klasyczna - brak uczestników,
    Men's Physique - Artemus Dolgin 0/100 - dyskwalifikacja. Powód - brak przepisowych spodenek. Dyskwalifikacją okazały się kwiaty na spodenkach.

     

    :loler:


    Edytowany przez NieDyskutuj, 30 marzec 2015 - 17:12 .

    • 0

    #11
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    O ekipie 5% Nutrition:

     

    niech sobie wstrzykują co chca i tak nie beda wieksi od pana karkoskiego. swego czasu pan karnoski rozbudował tak potężnie srodek klatki ze zglosil sie do specjalistow o usuniecie zbyt wielkich wlokien miesniowych ktore uniemozliwialy mu przesparowanie 40 rund w all time fitness

     

    Parę komentarzy niżej:

     

    witam, tutaj karkulus, dzisaj tak doyebalem nogi ze az nie moge spac. ale cieszy mnie to ze moje chlopaki w sercach maja dobre hasla.
    pamietajcie i jutro jest nowy dzien, nowe mozliwosci, nowy trening, zyj tak aby kazdy twoj trening byl tak przyjemny jak ten pierwszy. pozdro!! mionsko na jutro juz uszykowane, amelka spi, zuzia w nogach, asia juz tez sobie spi po maly co nie co. tylko hUja wytarlem we firanke, ale nic jej nie muwcie hehe

     

    Co drugi-trzeci komentarz pod każdym zdjęciem na tej stronie dotyczy Karmowskiego... %)


    • 0

    #12
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    Jedna z najlepszych opowieści, jakie dotychczas się ukazały %):

     

    Patrząc na to odbicie lustrzane przypomniała mi się anegdotka o braciach Wright, bo mało kto wie, że oni także pakowali i to ostro. Co więcej, bez kulturystyki prawdopodobnie do dziś nie latalibyśmy samolotami. Zapraszam do lektury.

    1903 rok był pod wieloma względami przełomowy. Wkraczając w nowe stulecie, dwaj bracia Orville i Wilbur, atletycznie zbudowani mężczyźni często głowili się, dlaczego ich sport nie jest bardziej popularny. Często rozmawiali o tym na swoich treningach w siłowni - jak by tu wypromować nasz ukochany sport? Pewnego razu podczas katowania klaty, gdy pompa była już na tyle duża, że ciężko było rozciągnąć ręce, Orville głośno krzyknął - Eureka! Już wiem jak zareklamujemy kulturystykę! Wielu atletów zgromadziło się w kółeczko obok ławeczki poziomej na której ćwiczył, aby wysłuchać tego inteligentnego mężczyzny. - Zbudujemy mechanicznego ptaka, który latając w przestworzach będzie głosił o żelaznym sporcie!

    Biedni bracia zostali natychmiast wyśmiani i zwymyślani od świrów i szaleńców, po czym kółeczko adoracji rozeszło się w swoje strony. Tylko jeden człowiek pozostał na miejscu. Świadkowie opisują go jako wielkiego, ogolonego na łyso osiłka o potężnie zbudowanych nogach i groźnym wyrazem twarzy. Świetny pomysł - powiedział. Może i jesteście świrami, ale to dzięki takim jak wy świat idzie do przodu, a hejterzy niech sobie mówią co chcą - dodał, po czym wystawił majestatyczny środkowy palec w stronę innych ćwiczących, którzy zaraz rozpierzchli się w popłochu do szatni.

    Po skończonym treningu bracia zaczęli planować konstrukcję - jak go nazwali - sportowego ćwira. Jedyną przeszkodą aby ćwir mógł latać były brak niesamowicie wydajnego paliwa, które zdołałoby utrzymać go w powietrzu oraz trzeciej osoby - dwie dociążałyby konstrukcję oraz jedna sterowałaby skrzydłami własną siłą ramion. Wszystko jednak zostało wyjaśnione na kolejnym treningu, tym razem nóg. Wielki kolos, który wspierał ambitny projekt braci po skończonym treningu nóg tajemniczo kiwnął na inżynierów. Bez wahania podążyli za nim do szatni, gdzie olbrzym skrywał swoje tajemnice. Oto wasze paliwo - powiedział, po czym wyjął enigmatyczną puszkę z napisem PAN****RA NIE OTWIERAĆ. - Dzięki tej mieszance wysokowydajnych aminokwasów oraz beta-alaniny mojej produkcji wasz samolot będzie latał na 100% - powiedział, po czym zademonstrował to na przykładzie szejkera. Gdy wsypał do niego proszek z puszeczki a następnie potrząsnął - ten eksplodował niczym paliwo w tłoku. Nazwiemy to Turbo Jet! - krzyknął Wilbur.

    Nadszedł dzień próby. Konstrukcja wyglądała na pewną. Trójka przyjaciół wykonała też specjalny baner z napisem - Kulturystyka to jest to co kocham. Jako że obaj bracia ważyli odpowiednio 103 i 104,5 kg, zdecydowali że to oni będą dociążać ćwira, natomiast Olbrzym będzie podtrzymywał swymi ramionami skrzydła. Nasypali do baku Turbo Jeta, po czym gdy już mieli wsiadać, Kolos stwierdził, że dla pewności sam wypije resztę. Nastąpiło zwolnienie blokady i rozpoczęto przyspieszanie. Gdy sportowy ćwir osiągnął prędkość około 700 kilometrów na godzinę, bracia pociągnęli za dźwignię i zaczęłi się wznosić. Łzy szczęścia spłynęły im po policzkach, gdy słychać było z okolicznych wiosek wzdychania oraz krzyki. Nagle stała się rzecz nieoczekiwana - maszyna zaczęła rozjeżdżać się na pół. Gdy już miało dojść do tragedii, wielkolud postanowił ratować sytuację. Złapał skrzydła swoimi potężnymi ramionami i trzymał je niczym tytan podtrzymujący kulę ziemską. Niestety, coś trachnęło głośno przeraźliwym dźwiękiem, a sam osiłek głośno ryknął 100% ALBO NIC! Lot trwał jakieś 12 sekund, po czym trójka przyjaciół bezpiecznie zlądowała. Niestety największy z nich osunął się bezsilnie na ziemię. Natychmiastowo został przewieziony do szpitala, niestety tam zmarł na skutek zerwanych przyczepów mięśnoiowych. Osierocił swojego pierworodnego - małego Michałka.

    Jego poświęcenie nie poszło na marne - po wielu latach samoloty stają się główną gałęzią transportu, a o samym Michelusie krążą legendy, choćby o krainie wiecznych treningów, gdzie siłacz po heroicznej śmierci pakuje do dziś. Jego syn kultywując tradycję także został kulturystą, jednak to już historia na kolejną opowieść...

     

     

    opowiem wam jak odpoczywalem przed laty, na jednej z sopockich plaz.
    MIalem wtedy chyba 21 lat o ile dobrzze pamietam.to byl pierwszy raz kiedy z chlopakami wybralismy sie na wspolny wypad nad morze. Celowalismy w sopot ze wzgledu na jego klimat i foczki z calej polski.
    Przelom lipca i sierpnia, pobudka o 8,30 zeby zrobic poranne kardio na plazy i powdychac swiezej morskiej bryzy. bieglem przed siebie nie zwazalem na uplwajacy czas i kolejne kilometry. dobieglem w pewnym momencie nieopodal slynnego sopockiego molo. stwierdzilem ze to bbedzie punkt zwrotny, jednak postanowilem chwilke odsapnac. Szum fal, spiew mew i nagle te majstetyczne dzwieki przerywa mi jakies chamskie naPierdaLanie. Łup, chwila przerwy, znwou Łup tylko mocniejsze, szukam zrodla tego halasu. Szukam szukam i znalazlem. wielki lysy dryblas wyprowaddza ciosy w drewniane bale. Robil to z predkoscia zolwia ale za to impetem czolgu. Ludzie w poplochu uciekali z molo z obawy na zarwanie.
    Jako ze bylem poznanskim kozakiem, podszedlem do tego faceta-na oko mojego rowiesnika i mu mowie "sTaRy co tak pizGasz w ten slup, co on ci zrobil". Nic nie odpowiedzial tylko nastawil swoje szpiczaste uszy i przenikliwy wzrok w moim kierunku. Popatrzyl tak i jeBnal jeszcze bardziej, w oczach bylo ze zaraz wybuchnie. W myslach sobie mowie "na kazdego kozaka znajdzie sie jeszcze wiekszy kozak-pora SpieRdalac". dlugo nie myslac odwrocilem sie na piecie i kontynowalem kardio. Gdy wrocilem na domki opowiedzialem chlopakom o tym kolosie, a jako ze dzien wczesniej spozywalismy zielony tlen nie uwierzyli mi i powiedzieli ze mam banie od wczoraj. Ale ja wiedzialem swoje.
    No nic, poranek lecial dalej, szybkie sniadanko, kupno browarkow i wypad na plaze, a potem na clubbing.
    Wszystko przebiegalo z pplanem, wypilsimy pare browarkow, humor dopisywal, az do pewnego momentu gdy lezalem na kocu, i zrobilo mi sie zimno. wiadomo jak to przy opalaniu oczy sie ma zamkniete. No ale ja przez dluzszy czas odczuwam jakby slonce zaszlo wiec otwieram oczy, a tam ten wielki koles ktory walil w belke. Gapi sie na mnie i przerazliwie dycha a w zasadzie sapie. Z pyska toczy mu sie piana. Ja mowie "koles o co ci chodzi? o te molo?" wtem w jego oczach nagle zobaczylem strach, spotulnial i w spokoju sie oddalil. POwiem wam ze rzucal niewiarygodnie duzy cien- w koncu kawal chlopa to byl.
    No ale po tym incydencie bylem juz troche zmieszany, to nie byl przypadek ze mnie odszukal i byc moze chcail sie rzucic mi do gardla niczym wsciekly lew. Wolalem nie myslec co by sie stalo jakbym nie otworzyl oczu.
    No ale dobra zeszlo nam do wieczora, a jak wieczor to impreza i duPeczki. Poszlisly do jakiejs tancbudy o dziewcznej nazwie mohito.
    Duzo juz alko zesmy mieli w dUpie, to tez zaczely robic sie burdy przed wejsciem.
    Wtedy wylecial on ten wielki goryl co mnie chcail wczesniej chyba ukatrupic.
    Miarka sie przebrala i chcialem to zatwic po mesku. Mowie mu "o co ci kuwa chodzi, caly dzien za mna lazisz, wzrok masz jakbys byl naspidowany" a ten mi tylko wybelkotal "michalowi sie nie przerywa! 100 % albo nic!" I wtedy rece zlozyl jak do gardy. Nawet nie bylo czasu na myslenie, zrobilem to co mowilo przyslowie-"najlepsza obrona jest atak" wiec zaatakowalem pierwszy. Wyprowadzam cios z predkoscia swiatla, ale ten go unika, potem sierp hak, tez uniknal. NIesomowicie sprawny kondycyjnie i wydolnosc niczym motopompa. Wiedzialem ze w stojce nie dam sobie z nim rady. Jako ze bylem uniwersalnym wojownikiem postawilem na parter. POdszedlem go i obalilem. Kolos chyba wazyl z 200 kg, nikogo takiego wczesniej nie dzwigalem.
    Chwila szarpaninu i udalo mi sie zapiac mu balache. Jednak na nim to nie zrobilo wrazenia i podniosl mnie niczym jakis dzwig. trzymalem sie tej reki kurczowo, az wkoncu oslabl i cos bylo cos czuc jak strzelilo. Mysle sobie yhy, "masz wielkoludzie, roz****em ci staw lokciowy". Jka pozniej sie okzazlo reka byla cala ale klatka oberwala. Akcja zostala przerwana przez jego kolegow z ochrony a my dostaliszmy konkretny wJeb.
    Od tego czasu polowa moich chlopakow jest bezzebna a ja mam problemy z poruszaniem sie. Ostatnio widzialem jak podobna do tego goryla osoba robi kariere w internecie i motywuje ludzi do dzialania. Pisze to w przestrodze bo byc moze ze ten usmiechniety pan z filmikow jest tym gladiatorem z pod klubu mohito.
    W kazdym razie jest 1:1 ja mu uszkodzilem klatke, jego koledzy zerwali mi wiezadla krzyzowe. Jednak przyjdzie ostateczny czas rozliczenia, i dowiemy sie kto jest thebest.


    • 0

    #13
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    Zapewne większość z Was wie, co wydarzyło się w bitwie pod Termopilami w roku 480 p.n.e. Niewielu z was jednak zna prawdziwą

    historię tej heroicznej bitwy, która inspiruje atletów całego świata.

    Wszystko zaczęło się wiosną 480 roku p.n.e., kiedy to Kserkses I po przegranej pod Maratonem 10 lat wcześniej zapałał żądzą

    zemsty. Podbiję Grecję - powtarzał do swoich poddanych. Państwa greckie podziwiając zwycięstwo Ateńczyków we wcześniejszej

    bitwie, nie brały jednak ani ich, ani Sparty pod uwagę przy objęciu przywództwa militarnego. Wszyscy królowie zgodnie

    opowiadali się za Oltajmią, skąd pochodzili straszni wojownicy określani przez Herodota jako potwory z koszmarów. Na czele tej

    przerażającej armii stał nikt inny, niż król Karnoskianis. Herodot pisał o nim - mąż tak przerażający, że gdy przechadzał się

    po stokach górskiego pasma Kallidromosu, sępy zostawiały truchło, uciekając w popłochu, a wszelka zwierzyna zaczynała walczyć

    ze sobą w śmiertelnych, trzyminutowych rundach.

    Przed bitwą król Karnoskianis postanowił wyruszyć do Delf, wysłuchać proroctwa Apollina o przebiegu bitwy. Usłyszał tam jedynie

    tajemniczą przepowiednię: a trzeciego dnia stalowa klatka rozerwie się pod uciskiem Persów, wielkie drzewo zaś runie pod

    katabolicznym trzęsieniem. Król nie przejął się zbytnio przepowiednią, myśląc - a ciul, przecież biorę kurczaka z ryżem, co mi

    się może stać? Postanowił więc zebrać najmężniejszych spośród Oltajmian, a strawę polecił przygotować swojemu kwatermistrzowi -

    Czerniewitusowi.

    Dzień Pierwszy: król Karnoskianis wraz z trzystoma Oltajmianami rozbił obóz pod przesmykiem Termopilskim i zaczął wyczekiwać

    wrogiej armii. Kserkses I był bardzo inteligentnym królem, postanowił więc wysłać konnego zwiadowcę. Wybuchnął śmiechem, gdy

    usłyszał od niego, że Oltajmianie porozstawiali ławeczki poziome i wyciskają na klatę w oczekiwaniu na wroga. Postanowił więc

    wysłać Medów i Elamitów na frontalny atak. Lekceważąc przeciwnika, Kserkses otrzymał tylko wieści o potwornym rozlewie krwi

    jego oddziałów.

    Dzień drugi: od samego rana ataki kserksesa spełzały na niczym, bowiem Oltajmianie używali niezwykle wytrzymałych 25 kilowych

    odważników żeliwnych jako tarcz. Były one nie do przejścia dla rezerwowych żołnierzy. Nawet jego Nieśmiertelni, trenujący w

    klubach Kalipsjusza i Piuriusa nie potrafili sforsować obrony Karnoskianisa. Dokonała się jednak rzecz straszna. Oto król

    sięgając do pojemnika z jedzeniem, zamiast zobaczyć kurczaka z ryżem ujrzał chleb pszenny na zakwasie oraz szynkę konserwową.

    Czerniewitus okazał się zdrajcą na usługach Kserksesa. Pod Karnoskianisem ugięły się nogi pod katabolicznym ciężarem.

    Przepowiednia się spełnia - pomyślał. Po czym krzyknął głośno - dalej wojownicy, jeszcze Oltajmia nie zginęła! Wyciągnął

    tajemniczą puszkę z napisem Superus Ambrozja Workautis (SAW) i gdy miał już polewać tej ambrozji, spostrzegł, że puszka jest

    zupełnie pusta. Szlag - pomyślał, wszystko wychlaliśmy na wczorajszym treningu. Był to początek legendy o poświęceniu i

    heroicznej walce.

    Dzień trzeci: nad ranem Karnoskianis dowiedział się, że i Kserkses ma swoją tajną broń. Chodziły bowiem plotki, że za sprawą

    środka o nazwie Turbotus Jetis jego Nieśmiertelni zregenerowali się do tego stopnia, że są gotowi do kolejnej walki. Nadeszła

    decydująca bitwa. Nieśmiertelni ruszyli do boju. Na tę okazję król Karnoskianis zwany sportowym świrem wzuł sandały z brązu, w

    których zawsze sparował oraz włożył stalowy pancerz z napisem 100%. Trzy tysiące nieśmiertelnych napierało z wielką siłą. Król

    w pierwszym szeregu krzyknął 100% ALBO NIC! Po czym rozległ się potężny, przeraźliwy ryk który spowodował trzęsienie, a

    następnie ziemia rozstąpiła się pod stopami nieprzyjaciół. Król ryknął z bólu, jak się później okazało jego stalowa klatka

    została rozerwana. Widząc obłęd w oczach króla, sam Kserkses owa.lił pory i odpłynął cały osr.any.

    Koniec końców Grecja uznała, że lepiej dla niej będzie, gdy na kartach historii zapisze się o heroicznej śmierci Leonidasa,

    aniżeli zdradzać ich potężną bazę suplementów w ręce przeciwników. Czerniewitus natomiast zbiegł zaraz po walce do krain

    słowiańskich, gdzie nadal siał herezję na temat jedz co chcesz oraz że suplementy to tylko dodatek, a nie bazowy składnik

    sukcesu. Plotka ta krąży po dziś dzień, a wielu z nas podważa suplementację jako niezbędnik.


    • 0

    #14
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    Witam wszystkich bardzo serdecznie. Zapewne wielu z Was pamięta jeden z najsłynniejszych mitów kultury europejskiej, tzw. legendę o Królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu. Wiele lat kształciłem się na kilku uniwersytetach brytyjskich i teraz, bogatszy o wiedzę, pragnę wyjaśnić nieścisłości i przekłamania przedstawiane w szkołach. Zapraszam do lektury.

    Według współczesnej literatury, legendarny władca plemienia Treków, król Karkur narodził się około 480 roku naszej ery. Podania ludowe mówią, że Karkur był pionierem sportowego trybu życia oraz zdrowego jedzenia. Jego nadwornym doradcą, a zarazem magiem i chemikiem był niejaki Słodkierlin, który namówił Króla do założenia bractwa rycerzy okrągłego aktonu. Symbolizował on niezachwianą symetrię oraz równość wszystkich partii mięśniowych. Do wspomnianego bractwa mogli należeć tylko najbardziej waleczni atleci z całego świata, a najsłynniejszymi z nich byli sir Owczalot, odznaczający się najlepszym docięciem. Sir Roberhad - słynący ze swojej nadludzkiej siły, oraz on - sir Poncziwal, który nie odznaczał się niczym szczególnym, poza słabością do słodyczy. Do grupy należał także kontuzjowany sir Sakewal, który rozwalił sobie bark, gdy bronił zamku Turbolot przed najazdem rumunów. Należy też wspomnieć, że Karkur dorobił się potomka z kazirodczego związku ze swoją siostrą - Amelgan La Fey. Syn ten zwał się Mordred, jednak on sam wolał o sobie mówić Mario. Oczarowany legendami o świętym Sawie, Król postanowił wybrać się na jego poszukiwanie, które jak się później okazało, doprowadziło do katastrofy i rozpadu okrągłego aktonu.

    Według opowieści ten, który napił się świętego Sawa stawał się odporny na katabolizm oraz żył wiecznie. Karkur przygotował ostatniej nocy legendarne trzysta pojemników z kurczakiem i ryżem, po czym wyruszył na jego poszukiwanie. Kończąc niemal całą strawę, po trzech pełnych 45 minutowych splitach dotarli na miejsce i odnaleźli kielich z Sawem. Karkur wraz z ekipą postanowili zakosztować cudownego napoju. Wyciągnęli więc swoje szejkery. Pierwszy z nich, sir Owczalot wziął kielich i miarkę w nim zanurzając, nasypał całą zawartość do szejkera. Wychylił zawartość duszkiem, po czym stała się rzecz nieoczekiwana. Owczalot zaczął się robić czerwony, a dudnienie jego serca słyszeli wszyscy zebrani. Krzyknął - wybuchne zaraz, ku*waaaaaa petardaaaaaaaa - po czym padł na ziemię nieżywy. Skuu*wysyn - powiedział sir Roberhad, po czym dziarsko dodał - pół miarki trza było dać. Połknął zawartość i poczuł, że nic się nie dzieje. Widząc to sir Poncziwal nie wytrzymał psychicznie i zaczał obżerać się słodyczami, natychmiast zalewając swą sylwetkę tłuszczem i wodą. Rozzłoszczony król Karkus wygłosił wtedy pamiętne słowa - 100% albo nic! Po czym wziął całą miarkę bez popijania. Otrzymał wtedy siłę boga oraz wieczne życie. Aby udowodnić swoją moc, wszyscy udali się pod legendarną górę dżetową i wbity w nią miecz Trekalibur, którego od stuleci nikt nie mógł wyciągnąć. Karkur objął swoimi dłońmi rękojeść, po czym z trudem wyciągnał miecz z wielkim trzaskiem. Niestety, król symetrii okupił to straszliwym zerwaniem mięśnia - jak podają najnowsze źródła mogły być to mięśnie abdominalne lub klatki piersiowej.

    Niedługo potem bractwo okrągłego aktonu upadło pod zachwianą symetrią króla Karkura. Rycerze bez swego władcy popełniali karygodne błędy w treningach, i tak sir Robehad nabawił się ginekomastii, Sakewal rozwalił sobie oba kolana, a Poncziwal zalał się niemiłosiernie. Na domiar złego, Mordred zwany Mario zaczął siać plotki o skuteczniejszej, nieczystej diecie jedz co chcesz oraz o istnieniu przetrenowania. Niektórzy poganie po dziś dzień praktykują ten satanistyczny trening, sprowadzając niewinnych sezonowców na złą drogę.


    • 0

    #15
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

     

    wzruszajaca histroia
    az lezka sie w oku kreci jak ktos bije rekord.
    opowiem wam jak przed laty mieszkalem w gdansku i trenowalem w silowni "u leszka". silownia w miejscu po ****m magazynie nieopodal portu, typowa kuznia, zadnych pedalskich maszyn, tylko sztangi i ciezar. zima kiepskie ogrzewanie, latem smrod od ryb. no coz takie byly uroki treinngu na przelomie tysiaclecia. jedyne dobre bylo to ze byly lancuchy do treinngu. dobra ale odbiegam od tematu, chodzily tam najwieksze byki z okolicy, czesc z nich pracowala na stoczni inni na bramkach w sopocie, ja tam bylem mlody szczylek ale tez tam chodzilem. chlopaki ostro bombkowali zarli mete na potege, tescia tez walili do oporu. jednak byla to masa typu knur, a nie zyla. w koncu jeden z nich sie wylamal ze schematu, powiedzial ze ile mozna zrec jak swinia i wygladac jak swinia, ze wcale mu taka masa nie pozwala wyrywac sikoreczek w sopocie (on nalezal do bramkarzy). oczywiscie chlopaki go na poczatku wymsmiali(pieszczotliwie wolali na niego michok albo karma) mowili ze chyba mu za bardzo w dekiel przygrzalo na bramce i ze po prostu pieRdoli glupoty, ze jak pojedzie do mielna to i tak ma bankowe "jeBanie", odbiegajac, wtedy rzadzily czasy wixy i styl napakowanego karka z kieta na lapie i swinskim lancuchem na szyi pozwalal zbajerowac jakas blond maniure,dobra wracam do meritum, no ale "karma" mial w to wywalone i dazyl do swojego. z dnia na dzien odstawil potreningowe piwko na zakwasy, juz nie stolowal sie w kfc (zawsze lubil brac salatke), a dawki mety z 50 ed zwiekszyl do 100ed. robilismy zaklady ile michok tak wytrzyma, ludzie stawiali 2 tygodnie, inni miesiac itd. ja bylem cwanszy i sie pytam, michal ile chcesz tak na tej zielenince pociagnac? a on na to "100% albo nic!!!" ja mowie na to: spoko ty sportowy swirze, i na zakladzie dalem mu pol roku.
    minal miesiac drugi trzeci, pol roku rok... michok zaczal wygladac coraz lepiej, klata nabrala ksztalu, bary jak arbuzy, i nie zamierzal przestac. wszyscy sie zdziwili, jak ta forma pozwolila mu wyrwac maniurke asie (dobra szprycha byla). no i ludzie zaczeli sie przekonywac do jego teorii, nawet juz nikt sie nie smial gdy wykrzykiwal swoje "all dej trejning, all tajm fitness" albo "kazdy sportowy swir ma w zylach teścia wir", razem z leszkem walnelismy farba napis nad lustrem "100% albo nic" swoja droga ta nazwe 100% podjEbala nam jaks dzieciarnia ktora uwazala ze robi rap...
    no ale dobra minal jakis czas michal stal sie miejsciowym guru 50 w lapie na zyle w pasie mial setke, a w klacie ze 150, sam awansowal w vanessie na kierownika bramkarzy i mogl wiecej trenowac(wtedy mnie zaciagnal na bramke) byl tak pewny siebie ze gdybym mu rzucil wyzwanie na bank by go nei odrzucil. byla wakacyjna noc, cieplutko, na niebie gwiazdy i przyjechala ekipa jak sie pozniej okazalo ekipa z lodzi. oczywiscie byly to karki i jako ze troche szaleli musielismy interweniowac, nie dawalismy rady wiec karma musial osobiscie wkroczyc do akcji. w tej calej szamotaninie, michoka wypatrzyl guru ekipy z lodzi, nagle cisza, ekipa z lodzi oddpuszcza my tez. dochodzi do rozmowy, koles z lodzi rzuca wyzwanie michalowi, a jak juz wczesniej wspomnialem byl ostro nafaszerowany anabolikami wiec jedyne co powiedzial "mlody ganiaj po lawke i hankle", no to tez polecialem na zaplecze ale mowie se "kuRwa w klubie lawka i sztanga? no ni hUja", ale byla na magazynie jakas **** kotwica, pierunsko ciezka, wiec wracam do szefa i mowie nie ma hankli jest kotwica jebiTnie ciezka, a on "dawaj 100% albo nic, pokazamy im co to znaczy sport!" wzialem chlopakow i polecielismy po nia. namordowalismy sie zeby to przytachac ale jakos dalismy rade. patrzymy a karma kladzie sie na granitowa lade. wszyscy oczy wy****i na wierz, a on" chodz amelka do tatusia! dawac mi ja" kUrwa czemu on krzyknal amelka na kotwice do dzisiaj nie wiem...
    no ale dobra jako ze my miejsciowi jako pierwszy mial wypIerDalac\ciezar .
    jakas ja mu podalismy no i zaczal.
    1...
    2...
    zaczyna stekac, ale poszlo
    3 powtorzenie...
    czwwwa...i nagle trach, cos jeBlo jakby piorun w klub nam strzelil, mi0choka przygniotlo i zesmy musieli sciagac to z niego. ten wyje ale nie z bolu!"kuRRwa nie dokonczylem serii! albo 100% albo nic" sciaga koszulke a tam cala sina, jak sie pozniej okazalo zerwal se klatke. chlopaki z lodzi jak to zobaczyli okazali szacunek, podali grabe i sie rozeszli, do konca nocy bylo juz spokojnie. tylko michok jakis taki nabuzowaby byl ze przegral ten pojeynek, mowil ze jak cos zaczyna to to konczy i ze tanio skore sprzedal. juz nie chcialem tej nocy drazyc tematu dlaczego kotwice nazwal amelka.
    no ale w kazdym razie po tym wypadku chlopina sie zalamal, juz tak ostro nie trenowal, co prawda wygral jakies tam zawody, ale przez to ze umiejetnie pozowal i ze zerwanej kalty nikt nie widzial. michala jako szefa dobrze wspominam, potem nasze drogi sie rozeszly jak wyjechalem na wyspy a on nadal siedzial w gdansku, dopiero sobie o nim przypomnialem jak wrocilem do polski na wakacje i telewizja tvn emitowala program z michalem ze chce se klatke naprawic. i tak mi sie przypomnialo, zaczalem o nim czytac, no i okazalo sie ze zalozyl wlasna silownie "all time fitness".

    no nic chcialem wam to powiedziec zebyscie wy mlodzi adepci kultystyki wiedzieli jak to sie kiedys fajnie zylo i pracowalo.


    • 0

    #16
    zavikov

    zavikov

    • KFD pro
    • PipPip
    • 107 postów
  • Wiek: 21
    • Płeć:Mężczyzna
    • Staż [mies.]: 21

    Co to za strona ?  %)


    • 0

    #17
    -Damian

    -Damian

    • KFD pro
    • PipPipPipPipPipPip
    • 3271 postów
  • Wiek: 22
    • Płeć:Mężczyzna

    Co to za strona ? %)

    Poszło PW :-P
    • 0

    #18
    justynaharas

    justynaharas

      Nowy na pokładzie

    • Nowi na forum
    • Pip
    • 0 postów
  • Wiek: 33
    • Płeć:Kobieta
    • Miasto:Warszawa

    swietne!! powiedz  co to za strona ?:) 


    • 0




    0 użytkowników czyta ten temat

    0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych użytkowników

     Zamknij okienko