Jump to content

Photo

Przychodzi facet do doktora...

- - - - -

  • Please log in to reply

#1
luiza

luiza

    Na KFD prawie jak w domu ;)

  • Aktywny user KFD
  • PipPipPipPipPip
  • 1738 posts
  • Wiek: 44
    • Płeć:Kobieta
    • Miasto:WO
    ...a doktor androlog. Kto to taki? Specjalista od mężczyzn. Pomoże na kłopoty z potencją, bezpłodnością, snem i testosteronem.

    Urolog, seksuolog, endokrynolog. Do niedawna taki team w zupełności wystarczał do obsługi typowo męskich problemów. Urolog zajmował się głównie „hydrauliką”, a zatem do niego zgłaszało się wszelkie problemy z pęcherzem, nerkami, cewką moczową. Seksuolog doradzał w sprawie „pożycia”. Endokrynolog badał hormony.
    Po co więc jeszcze androlog?
    Andrologia na świecie istnieje od ponad 80 lat. Jako odrębna gałąź medycyny – od 50. – Powstała, by radzić sobie z problemem męskiej bezpłodności i długo była temu wierna – mówi doktor Szymon Bakalczuk, sekretarz Polskiego Towarzystwa Andrologicznego i zastępca ordynatora Kliniki Rozrodczości i Andrologii AM w Lublinie. – Androlog był i poniekąd nadal jest męską odmianą ginekologa. Jednak ostatnio ta dziedzina medycyny staje się nauką interdyscyplinarną, zajmującą się wszelkimi problemami związanymi z męskimi narządami płciowymi.
    Dziś w Towarzystwie Andrologicznym współpracują ze sobą endokrynolodzy, urolodzy i chirurdzy dziecięcy zajmujący się chłopięcymi przypadłościami, które w przyszłości mogą zaowocować bezpłodnością. I choć w Polsce andrologia funkcjonuje zaledwie od trzech dekad, wypłynęła wreszcie na szerokie wody, mimo że oficjalnie nie mamy jeszcze takiej specjalności lekarskiej, a tylko coś, co można nazwać „wąską umiejętnością medyczną”.

    Mężczyzna obnażony

    Andrologia powstała, gdy lekarze przestali uważać, że bezpłodność to problem wyłącznie kobiet. A myśleli tak jeszcze kilkadziesiąt lat temu, przy czym powszechną terapią było wówczas wysyłanie bezpłodnych pań do sanatorium. Często z dobrym skutkiem. Długo pozwalało to ich mężom robić dobrą minę do złej gry, jednak rozwój diagnostyki zmusił ich wreszcie do stawienia czoła prawdzie.
    Okazuje się, że problemy ze spłodzeniem dziecka ma co 20. mężczyzna, a na świecie obserwuje się wzrost liczby skarżących się na kłopoty w tej materii. Jeśli jeszcze w latach 60. czy nawet 70. stan ten dotyczył od 7 do 8 procent par, to dzisiaj obejmuje już średnio 15–20 procent. W Stanach Zjednoczonych na niepłodność cierpi około 10 procent populacji w okresie reprodukcyjnym. A jak jest w Polsce?
    – W naszym kraju nie ma żadnych populacyjnych badań związanych z bezpłodnością – mówi doktor Bakalczuk. – By je przeprowadzić, potrzeba pieniędzy i społecznego przyzwolenia. A nasi obywatele do tego nie dojrzeli. Na podstawie wyrywkowych badań prowadzonych przez lekarzy możemy stwierdzić, że około 15 procent par w okresie reprodukcyjnym ma kłopoty z płodnością. To naprawdę bardzo dużo. Dziś wiemy już, że w 40 procentach przypadków „wina” za bezpłodność pary leży po stronie mężczyzny. Kobietom przypada drugie 40 procent. Reszta (20 procent) to tak zwane przypadki mieszane, kiedy zarówno mężczyzna, jak i kobieta mają jakieś problemy z płodnością. To nie znaczy, że dana kobieta czy mężczyzna w ogóle nie mogą mieć dzieci. Po prostu nie mogą ich mieć ze sobą – wyjaśnia doktor Bakalczuk.

    Ojcostwo na emeryturze


    Teoretycznie mężczyzna może zostać ojcem, nawet jeśli jest zgrzybiałym starcem, bo jego organizm produkuje plemniki dłużej niż do 90. roku życia. Jednak ta reprodukcyjna fabryczka nie działa bez awarii. Kłopoty z płodnością wynikają najczęściej z wad wrodzonych – na przykład niezstąpienia jąder – nabytych – takich jak żylaki układu nasieniowego – lub z problemów hormonalnych, powodujących spadek jakości nasienia. Co jest przyczyną tych przypadłości? Tego, niestety, uczeni nie wiedzą.
    Winą obarcza się rozmaite, nie do końca zdefiniowane szkodliwe czynniki środowiskowe. Być może uda się je namierzyć dzięki setkom badań nad substancjami, które mogą zaburzyć proces powstawania plemników. Śledztwo trwa, ale przyczyny mogą być zupełnie inne, związane ze zmianami cywilizacyjnymi i kulturowymi (ot, choćby moda na obcisłe spodnie...). Fakt jest faktem – bezpłodnych mężczyzn wciąż przybywa.
    A może po prostu panowie przestają się wstydzić i zaczynają wreszcie otwarcie mówić o swoich kłopotach? – Na pewno ma to znaczenie – przyznaje doktor Bakalczuk – więc na zachętę dla nieśmiałych dodam, że w większości przypadków, korzystając z nowoczesnej techniki, androlodzy są w stanie uczynić mężczyznę ojcem.
    Jakimi pacjentami są faceci, gdy już zdecydują się przyjść do doktora „od tych rzeczy”?
    – 95 procent bez najmniejszych oporów poddaje się wszelkim badaniom – wyjaśnia Bakalczuk. – Jednak pozostałe 5 procent ma pewne trudności związane z dostosowaniem się do sytuacji, na przykład koniecznością współżycia na komendę lub oddawaniem nasienia do badań. Inna sprawa, że w Polsce są trudne warunki do oddawania nasienia. Wspomnę choćby o estetyce pomieszczeń. Lepiej jest w klinikach prywatnych, ale tam trzeba płacić, i to słono.
    Dlaczego? A choćby dlatego, że Polska jako jedno z ostatnich państw europejskich, może poza Albanią, nie finansuje zabiegów sztucznego zapłodnienia. – Na biurku u ministra od co najmniej trzech miesięcy leży odpowiednie rozporządzenie, na którym brak jednego podpisu – złości się Szymon Bakalczuk. – A zapłodnienia in vitro są dla wielu mężczyzn jedyną szansą na ojcostwo – podkreśla sekretarz Polskiego Towarzystwa Andrologicznego.

    Niemęskie choroby?

    Ale leczenie bezpłodności to niejedyna działalność androloga. Trafiają do niego także panowie uskarżający się na inne dolegliwości przypisywane do tej pory jedynie płci pięknej: depresję, anoreksję i bulimię. Zaskoczenie?
    Cóż, znerwicowani panowie obsesyjnie pilnujący wagi ciała to całkiem spora rzesza. W USA jest już ich ponad milion. W Polsce co dziesiąta, a niektórzy twierdzą, że nawet co szósta osoba cierpiąca na zaburzenia odżywiania to mężczyzna. Częstość rozpoznawania tych zaburzeń u mężczyzn wzrosła w ciągu ostatnich lat o blisko 30 procent. Są też pewne środowiska, na przykład lekkoatletów czy zawodowych tancerzy, gdzie odsetek zgłaszających podobne dolegliwości jest większy. Skąd to się bierze? Z braku poczucia kontroli nad własnym życiem – twierdzą psycholodzy. Dorastający człowiek nie radzi sobie ze sobą i z otoczeniem. Nad czymś jednak musi zapanować – najłatwiej nad jedzeniem. Często pokutuje stereotyp mówiący, że anoreksja jest przykrywką dla innych problemów mężczyzn, na przykład kłopotów z określeniem orientacji seksualnej. Wyniki badań pokazują jednak, że 80 procent panów z zaburzeniami odżywiania to heteroseksualiści. A jeszcze bardziej powszechna od anoreksji jest wśród nich bulimia. Chorobie tej często towarzyszy depresja – kolejna „niemęska” przypadłość będąca jednak jedną z najczęstszych przyczyn impotencji.

    Męski smutek

    Depresja dotyka mężczyzn w każdym wieku. Dziś najczęstszym jej powodem są bezrobocie i przyczyny socjalne, zmiana ról społecznych, niemożność zrealizowania się w związku. W grupie ryzyka znajdują się rozwiedzeni, pozostający w separacji, wdowcy i samotni nieśmiali. A także żonaci, ale ci, którym odebrano możliwość bycia głową rodziny.
    Seksuolodzy i androlodzy są zgodni – właśnie depresja leży u podstaw zaburzeń erekcji. Mężczyźni w średnim wieku, którzy cierpią na „smutek duszy”, są też trzykrotnie bardziej zagrożeni zawałem serca – istnieje bowiem związek pomiędzy depresją i zmianami w systemie nerwowym, który reguluje zwężanie się naczyń krwionośnych – twierdzą naukowcy. Trwałe pogorszenie nastroju przyczynia się też w znacznej mierze do powstawania innych chorób układu krążenia i nowotworów.
    Męska depresja ma inne oblicze niż kobieca. Dlatego u panów trudniej ją wytropić. „Przecież nie jest mi smutno” – myślą mężczyźni. „OK, może czuję się jak dętka, brak mi motywacji, nie mam ochoty spotykać się z ludźmi, ale żeby zaraz depresja? Na depresję cierpią kobiety”. A jednak to mężczyźni trzy razy częściej od kobiet w depresji popełniają samobójstwo.
    Kobiety są smutne i przygnębione, mężczyźni wpadają we wściekłość. Wszystko ich irytuje lub zniechęca. Bywa i odwrotnie: stają się pracoholikami, dystansują się od otoczenia, zwiększając aktywność seksualną, traktując seks jako lekarstwo na złe samopoczucie. Gdy nie wychodzi, kryzys się pogłębia. Bywa, że rodzi agresję. A dziś depresję łatwo da się leczyć – warunek to zauważyć ją tak wcześnie, jak to tylko jest możliwe.

    Kobiece przekwitanie


    Sporą grupę potencjalnych pacjentów androloga stanowią także panowie w wieku średnim. A tych w starzejących się społeczeństwach wciąż przybywa. Znakiem czasu są tworzone w Europie Zachodniej organizacje w stylu Towarzystwa Starzejącego się Mężczyzny. Zajmują się one między innymi problemem andropauzy.
    Co to takiego? Termin „andropauza” został ukuty przez analogię do „menopauzy”, która oznacza ostatnią miesiączkę w życiu kobiety. Okres kilku lat przed menopauzą i po niej to przekwitanie, czyli czas, w którym zanikają funkcje rozrodcze. Zaczyna się on u kobiet mniej więcej w 45.–50. roku życia. Czy mężczyźni także przekwitają?
    Zdania są podzielone. Część specjalistów uważa, że tak, zaznaczając, iż u panów proces andropauzy nie przebiega gwałtownie jak u kobiet, gdzie jajniki z dnia na dzień przestają produkować hormony płciowe. Jak zatem objawia się męskie przekwitanie?

    Mit andropauzy

    – Objawy bywają podobne jak u pań – mówi doktor Bakalczuk. – Niektórzy panowie uskarżają się na uderzenia gorąca, poty, większą wrażliwość, słabszą kondycję fizyczną, mniejszą chęć do pracy, ale też na problemy z libido i erekcją. Wielu z nich godzi się z tym, nie wiedząc, że dziś dysponujemy lekami niwelującymi lub choćby opóźniającymi te objawy.
    Leczenie polega na podawaniu leków hormonalnych – najczęściej preparatów testosteronu.
    Bez obaw, nie trzeba brać żadnych bolesnych zastrzyków. Należy tylko łykać pigułki lub naklejać odpowiednie plastry. Mało kłopotów, a korzyści wielkie: powrót sił witalnych, poprawa samopoczucia, sprawności intelektualnej, snu, przywrócenie satysfakcjonującego życia seksualnego – to tylko niektóre z dobrodziejstw wizyty u androloga.
    Leczenie hormonalne może także zapobiec zmianom w układzie kostnym (osteoporozie). Prawdopodobnie zmniejsza też ryzyko rozwoju miażdżycy, a w konsekwencji zawału serca czy udaru mózgu.
    Andropauza to wymysł koncernów farmaceutycznych – oponują tymczasem przeciwnicy posyłania starzejących się mężczyzn do lekarza.
    Nie żaden wymysł, ale efekt wydłużenia życia mężczyzn – odpowiadają inni. Trudno w to uwierzyć, ale w roku 1950 średnia ich życia wynosiła zaledwie 45 lat. Postęp nauk medycznych spowodował wydłużenie jej do 64 lat w roku 2000, a prognozy demograficzne przewidują, że w roku 2050 wartość ta osiągnie nawet 75 lat. Wtedy populacja męska po 65. roku życia wynosić będzie około 700 milionów osób. A andropauza zaczyna się najczęściej między 50. a 60. rokiem życia.
    Wygląda zatem na to, że andrologom pracy nie zabraknie. Bo mężczyzna to skomplikowany mechanizm. Dlatego warto czasem udać się na jego na przegląd.


    Piotr Kossobudzki
    Przekrój 42/2005

    • 0

    Doradca KFD

    Doradca KFD
    • KFD pro

    Siemka, sprawdź ofertę specjalną:




    Poniżej kilka linków do tematów podobnych do Twojego:



    0 user(s) are reading this topic

    0 members, 0 guests, 0 anonymous users

     Zamknij okienko