Skocz do zawartości

antek098

antek098

Użytkownik od 31 08 2012
Offline Ostatnio aktywny cze 16 2016 22:08
**---

#4570274 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 18 styczeń 2016 - 22:26

Chciałem zauwazyc ze argumentum ad personam w dyskusji zaczales ty jako pierwszy i zrobiles to kilkukrotnie wiec znów kłamiesz , poza tym nie jestes chyba swieta krowa tego forum zebys nie podlegał ocenie merytorycznej , nie moja wina ze w wielu rzeczach piszesz głupoty. Na tym polu gdzie moge prostuje twoje brednie, tam gdzie moje kompetencje sie kończą nie wkraczam.

Ps. naublizałes wielu osobom i grupom ludzi tylko za to że nie robia wszystkiego jak ty , nie maja takich celów i priorytetów w zyciu jak ty i nie jedza tak jak ty, wiec nie wybielaj sie tak, bo zeby nawoływac czy wysmiewac nie musisz wcale do czyjegos dziennika wchodzic.

czy jak piszę, że mam wywalone na to czy ktoś jada makaron czy pszenne bułeczki to jest to równoznaczne z narzucaniem własnego zdania czy może z definitywnym odcięciem się ? zastanów się. 

Przedstawiam argumenty przeciw, Ty możesz przedstawiać za. 
Później poziom dyskusji sprowadza się do wyników i rezultatów. Nie tylko samych badań, choć i takie przedstawiłem merytoryczne wraz z autorami. 
jeśli coś zapewnia mi rezultaty, mocno się rozwinąłem to czemu miałbym postępować inaczej? tego nie rozumiem :-)
dość napisać, że mam za sobą i jedzenie dużej ilości węglowodanów i trzykrotne podejście do diety tłuszczowej, bo informacji było tyle (tak głównie z badań...), że człowiek zgłupiał, jednak postanowiłem wrócić do korzeni i przestać przejmować się badaniami a skupić uwagę na surowej pracy. Rezultaty się pojawiły i większy potencjał. Resztę traktuję jako ciekawostkę z dystansem bo już mam świadomość tego, że : 

- nie dogodzę nikomu, nawet nie chcę
- nie obrałem drogi kulturysty, osiągnięcia mam w innych dyscyplinach, co prawda za małolata, ale jednak..
- na milion moich badań znajdzie się milion temu przeczących, na tym polega praca naukowców : przedstawienie hipotezy bankiet i nagrody, udowodnienie tezy bankiet i nagrody, obalenie tezy bankiet i nagrody. Większość to widzi jako rozwój, ale tu już się nic nowego nie wymyśli, więc nalezy odgrzewać kotleta potem znów go obalać. Niekoniecznie jest to właściwa droga dla rozwoju. Sugestia silna, ale bez wpływu na realne korzyści
- nie skupiam uwagi na standardowym podejściu, bo zauważyłem już dawno, że wiele "głupot" lecz robionych w odpowiednim momencie dawało świetne rezultaty w wytrenowaniu
- prowadzę pracę badawczą na samym sobie. To mi wystarcza. 


  • 1


#4570230 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 18 styczeń 2016 - 21:59

Czy ty sobie antosiu zdajesz sprawe że ublizajac mi , a samemu bedac taka kaleką ruchową (nie wspomne o urojeniach i dziurach w wiedzy) tylko sie osmieszasz ???? Przeciez ja to bym musiał chyba 200kg wazyc i miec obcięte nogi żeby dorównać ci niezbornością ruchów. Jestes najbardziej nieporadnym wychudzonym gosciem ktory porusza się jak kloc , jakiego mialem nieprzyjemnosc ogladac w zyciu . Ludzie z nadwagą czy nabici sterydami nie poruszaja sie tak pokracznie. Wiec z łaski swojej nie obrażaj chłopcze bo wyglada to juz nawet niesmiesznie a wręcz zaczynam ci współczuć.

 

 

Odstaw ćpanie.

proponuję : znajdź sobie kobietę, wyluzujesz.
Nadwagę masz stwierdzoną, drążek i poręcze Cię zabijają na wiele ruchów. Już pisałem co sądzi Wodyn o takich osobach - dla mnie to kolejny autorytet, dla Ciebie pewnie kolejny "nawiedzony". 
Ze swoją ruchliwością nie mam absolutnie żadnych problemów, przyjrzyj się swojej bo wyniki otyłości i siłowe mówią same za siebie :-) 

i chciałbym zakończyć to już. 
Nie przekonacie mnie, ja nie mam zamiaru przekonywać Was. Finał.


  • -1


#4570073 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 18 styczeń 2016 - 20:36

eh.

mogę polecić książkę Brada Pilona Eat Stop Eat - porusza wiele ciekawych kwestii, taki kieszonkowy egzemplarz można powiedzieć. Nie wszystko brałbym jednak dosłownie, gdyż wiekszość pozycji jest pisana na sposób wyciągania wniosków ze zbioru badań, czyli jest to sytuacja w której się w badaniach nie uczestniczyło bezpośrednio. Zostawia to pewien obraz podejrzliwości, gdyż wiele aktualnych badań jest robionych na potrzeby różnych interesów i zaaranżowane w taki sposób by ludzie w to bezgranicznie wierzyli. 

Książka dieta bez pszenicy - również dobra pozycja, ale znów : wyciągnięte wnioski na podstawie zbioru badań
książka zbożowa głowa - jedyna pozycja o tej tematyce w której to autor jest jednocześnie autorem kilku badań, to daje już nieco jaśniejszy obraz 
książka skazany na trening - wszystkie części, bardzo fajna pozycja pokazująca z pewnością coś innego niż forumowe twierdzenia
książka encyklopedia undergroundowego treningu siłowo-kondycyjnego - dobra pozycja, bez żadnych badań po prostu realne spojrzenie na świat sportu
biografia Ussaina Bolta - ciekawe kwestie poruszane odnośnie samego treningu, rzuca inne światło 
książki Michała Tombaka o nabiale - lekko przesadzone, pewne drastyczne wnioski na podstawie zbioru badań. Autor nie uczestniczył w żadnym z nich
Książki Kwaśniewskiego - dobre, napisane przystępnym językiem, aczkolwiek nastawione stricte wyłącznie na tłuszcz. Choć tu w zakresie tłuszczów można dowiedzieć się bardzo dużo. Z pewnością o wiele więcej niż proporcje 1:1:1...
książki Roba Wolfa oraz Loren Cordain i Joe Friel - bardzo fajne pozycje z badaniami. Nie przypomnę sobie teraz tylko czy Wolf uczestniczył w badaniach czy też nie, musiałbym zerknąć do książki i się doszukać. Tak czy inaczej - świetne
Umiarkowana dieta paleo  Leanne Ely - szczerze się zawiodłem, wyłącznie subiektywne odczucia autorki. Nic poza tym. To jednak trochę za mało jak na taki gatunek poruszanego tematu
Bądź sprawny jak lampart - dobra pozycja bez dwóch zdań, jednak nie ma w niej nic ponad to czego nie można znaleźć w innych książkach o tej tematyce. Jest bogato ilustrowana to z pewnością na plus
Oldschoolowy trening siłowy - fajna pozycja, dorwałem ostatnią sztukę w dodatku w nowym empiku... też trochę inne podejście
Kalistenika w pigułce - kolejna dobra literatura dla osób zainteresowanych wyłącznie tym typem treningu
dla rozrywki można również poczytać książkę Bear Grylls'a Trenuj dla Siebie - nawet ok, jak ktoś nie miał nigdy styczności to z pewnością świetna książka
Biografia Tysona - również dla rozrywki, ale urywki ciekawego treningu się przewijają
Bądź fit Mariusza Czerkawskiego - z pewnością inne podejście, może bez zachwytu, ale dla rozrywki bardzo poczytna
Sprawność. Siła. Witalność - pozycja o crossficie, ciekawa. Na pewno bardziej rozwijająca niż trening klaty na linkach...
no i książki z przepisami to tam ciul, jest ich całe mnóstwo...źle się je czyta, wtrącenia niby naukowe i nagle przepis....jak już to tylko książka kucharska bo takie twory są nie atrakcyjne.

ah no i złote edukacja kulturysty Arnolda i jego biografia - fajne ciekawe, bardziej bym rzekł, że mentalne aniżeli sportowe. Duży nacisk położony na motywację


  • 1


#4569987 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 18 styczeń 2016 - 19:42

pieprzysz te swoje smuty to już jest nudne, ale rozumiem, że forum się tym karmi a Tobie skacze ego. 

od podłogi do początku górnej framugi. 
DSC00254.JPG

300cm. 
do miejsca w którym dotknąłem ręką - te kilka cm więcej, ale mniejsza o większość. 

Z miejsca, bez nabiegu...


jestem Ci coś winny? jak nie to wypieprzaj ze swoimi smutami i zakończ te czepialstwo z dupy poparte jedynie Twoimi domysłami i zjebanymi screenami. 



 


  • -2


#4569929 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 18 styczeń 2016 - 19:00

myślisz kurwa, że jedyną osobą, która poznała ogólną sprawność jesteś Ty i grasz eksperta...jesteś daremny na maxa.
Idź po swojego kolegę tłuścioszka i pozbierajcie trochę plusów wylewając kolejne debilizmy w moją stronę. 

co ja mam udowadniać? w każdym ćwiczeniu bije Cię na łeb, myślisz, że w innych ćwiczeniach jest inaczej? że z dupy się wzięła moja wytrzymałość pod ciężarem, ogólna siła? to chyba gówno wiesz jak trenuje...


  • -8


#4569911 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 18 styczeń 2016 - 18:51

w dupie to mam. Proste? 
z czasem sobie coś nagram i wstawię na kanał. Też będziesz taki mądry, że będziesz milczał.
Więc dalej wylewaj swoje śmieci, tyle Ci zostało


  • 0


#4569900 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 18 styczeń 2016 - 18:45

200x19 w martwym waga 90kg
280x1 waga 90kg 
poręcze 70kg bez problemu
drążek zresztą też
kompleksy na 100 i ponad 100kg 
170kg jedną ręką

myślisz durniu, że wchodzę na siłownię tylko po to by się spompować ? to nie wymaga atletyzmu? to jakieś mistrzostwo świata jest skoczyć poziom szyi? jak chcesz to wymienię Ci nazwiskami chłopaków z sekcji podnoszenia ciężarów i zapasów Śląska Wrocław, którzy skaczą "oczy" - nie, nie są to mistrzowie świata. To "standard" wytrenowania - kompletnego ciała gotowego do specjalnych zadań, a nie bryła ważąca 80 czy 90kg zastana, która musi sobie rolować tricepsy by zrobić push press czy ćwiczyć z gumami by popracować nad mobilnością... to jest śmiech na sali. Zapatrzenie się tylko w ciężary i brak ogólnej sprawności. Eksplozywne ćwiczenia mają wpływ na wyniki w ćwiczeniach statycznych i to też jest standard, tylko nikt nie używa słów aktywacja, prefatyga....i inne mądre słowa byle tylko mądrze brzmieć a być grubym lujem bez pojęcia o treningu w formie praktycznej. Osoba otyła czy naspidowana towarem, którą łapie przesadna pompa guzik ma do powiedzenia w kwestii wytrenowania. To nie jest tylko dźwiganie żelaza, jest lina , są odważniki kulowe, sprinty, skoki wzwyż, w dal, pływanie...sportowiec powinien być kompletny wtedy to ma sens. Dlatego w dupie mam opinie takich ekspertów co szczekają, ale robią gówno nie wyniki, zaprzeczenie sportu z każdej strony. I tak - udowodniłem już wystarczająco. Nie chcesz wierzyć, nie wierz...mam to gdzieś. 


  • 0


#4569863 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 18 styczeń 2016 - 18:09

jak już wylaliście swoje śmieci to wracajcie do swojego świata. 
Nie dbam tu o niczyją aprobatę. 

dziś trening tak : 

rozgrzewka 4 obiegi po 15 ruchów drążek + poręcze

wykluczanie zapaśnicze na odważnikach 27kg minuta pracy
+
podrzut jednorącz odważnikiem 27kg minuta pracy
+
pompki na hantlach z wiosłem jednorącz w podporze przodem z odważnikami 27kg minuta pracy 

powtórzone 2x

przysiad z wyskokiem w sekwencji :
1+2+3+4+5+6+7 itp aż do 10 w podskokach na 1 pełny przysiad. Obciążenie 130kg

Składanka:
Highpull do brody x3 + wyrzuty nóg do tyłu w oparciu o sztangę x3 + pompki o sztangę x3 + martwy ciąg x3
obciążenie 120kg

4 wejścia na linę a w czasie przerwy między liną skręty z talerzem 20kg - 30 sekund. 

odżywianie: tak samo, dużo tłuszczu, warzyw


  • 1


#4569044 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 17 styczeń 2016 - 21:18

Nie wiem co odpisywać co poniektórym na te kretynizmy i falę nienawiści....jeśli myślicie, że jesteście w stanie zabić we mnie motywację tymi śmieciami, zdemotywować, pogrążyć, w jakiś sposób osaczyć i sprawić bym się poczuł gorzej to zdecydowanie pomyliliście adresy. 

Nie wiem czy ktoś zauważył, ale to nie jest dziennik kulturystyki, nie interesuje mnie bycie lukrowanym chłopcem, który odlicza każdą kalorię, żyje pompowaniem i całe życie jest albo na redukcji albo na masie, ok? opisuje tu swoje sportowe spostrzeżenia odnośnie diety, samopoczucia, stanu organizmu i ciała. Nie interesuje mnie bycie więźniem własnego ciała i wszystkich poglądów, które bombardują zewsząd każdego cżłowieka, który choć trochę zainteresuje się siłownią....

Robienie z siebie spompowanego kulturysty mnie przestało już dawno interesować, dlatego ten dziennik nosi taką nazwę a nie inną. Mam być ogólnie sprawny, posiadać ważne wartości przez które można dokonywać realnej weryfikacji wyników na przestrzeni czasu. Ludzie dzielą się na tych co robią wyniki i w dupie mają opinię innych oraz na marudy i kwękaczy, którzy będą się przerzucać wzajemnie badaniami na szczurach zapominając o swoim świecie - tym sportowym świecie pozostając z wielkimi brakami w wytrenowaniu ogólnym. To nie jest dla mnie sport, to hodowla organizmu. 

Dlatego nie biorę towaru (z wyboru) i przy aktualnej wadze zarzucę sobie sztangę 130kg na klatkę, zrobię duży wynik w martwym, ale i skoczę wysokość własnej szyi na skrzynię, zrobię pompki stojąc na rękach i ze sprintami też nie mam żadnych problemów. Jem do syta, różnorodnie. Bez liczenia kalorii, bez obliczania zapotrzebowania...bo mój organizm nie podlega obliczeniom, tylko przede wszystkim to ja mam się czuć dobrze ze swoim sportowym poziomem i notować wyniki a nie skupiać się na badaniach przeprowadzanych na szczurach - mam to gdzieś. Mogę się nimi podeprzeć, ale one za mnie wyników nie zrobią, więc dla mnie to jedynie dodatek a burzliwe dyskusje na temat samych badań to czysty bełkot, który jest mi zbędny. 

Szkoda mi tylko ludzi, którzy zawierzyli w obraz sportu przez pryzmat dopinania mięśni, pompy i innych gówien. Sam byłem w tym bagnie, potem wyszedł cały poziom wytrenowania, gdy przyszło zrobić coś niestandardowego. Kompletnie nie przydatna muskulatura. Pokazowa bez możliwości do wykonania zadań specjalnych, specyficznych. Przyjemna strefa komfortu i milion wymówek "jestem za ciężki na drążek" "niepotrzebne mi bieganie sprintów, bo skupiam się na sylwetce" "nie chce robić...." i później mamy chłopaków, którzy liczą każdą kalorie, skupiają uwagę na skomplikowanych systemach diety i treningu, czytają multum badań i je interpretują i wpada dobrze wytrenowany sportowiec - nie ważne czy futbolista amerykański, ciężarowiec czy zapaśnik z dobrą sylwetką, w dodatku w każdym ćwiczeniu bije na łeb tego "naukowca", poziom wydolności ekstremalnie przekraczający wyobrażenia chłopaka liczący każdą kalorie....sprawne, silne i funkcjonalne całe ciało a nie sezonowe robienie formy i uwięzienie we własnym ciele. 


  • 3


#4567633 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 16 styczeń 2016 - 16:22

No dobra ok wszystko fajnie ma to sens, hormony są mega ważne.

Ale jak np zamierzasz wyjść z tej diety?Bo przecież wszystkie badania naukowe na jakie się natknąłem na temat dieto nisko bądź wogóle bez węgli są szkodliwe dla zdrowia w dłuższej perspektywie.

Low carb z ww na poziomie 150-200ww jak nahbardziej wydaje mi się bezpieczny i ok.

Ale schodzenie na dłuższy czas w tak niskie ww? nie wiem ale ja bym się obawiał o swoje zdrowie.

przecież tarczyca tez potrzebuje ww do funkcjonowania

 

poza tym bardziej przeraża mnie co innego-- psychologia

Przy tak niskich ww, wychodzę na impreze wypijam parę piwek (o ile dam rade bo przy niskich ww baaardzo łatwo szybko odpłynac po alko)

i aż boje sie pomyśleć jak na coś takiego zareaguje organizm.

Albo pizza jem ww z samych warzyw idę zjeść pizze?zjem 1-2 kawałki biegunka murowana. I tak ma wyglądać życie towarzyskie?

Żaden radykalizm nie jest dobry i nigdy dobrze się nie skończył. Ograniczenie ww rozumiem ale wycięcia kompletnie to wg mnie przyniesie wiecej strat niż korzyści.

 

Wchodząc na masę zamierzasz podbijać węglowodany?

 

 

I jeszcze jedna kwestia.

niezapominajmy jak mocno skażone pestycydami są warzywa w dzisiejszych czasach.

Akurat najmocniej te najbardziej u nas popularn:

- pomidor

- ogórek

- kapusta

- marchew

- papryka

Jestem po treningu, robiłem bear complex, setka latała jak szmata, potem jeszcze coś porobiłem i wyjazd. Najlepszy okres dla opuszczenia sali treningowej to dla mnie taki, gdzie ciało jest całe nabite a ja mam jeszcze dużo siły, wówczas mogę czerpać garściami w perspektywie długofalowej. 

Od czego by tu zacząć...
hormony nie tyle co są mega ważne, a są najważniejsze. Koniec kropka. Żaden proces w organiźmie nie może się odbyć bez ingerencji hormonalnej. To od nich wszystko zależy, nie od liczenia każdej kalorii. To sobie ustalmy już na wstępie.

Czy dieta low carb przynosi szkody ? tak, jak ktoś nie potrafi jej złożyć i widzi ją jako "wywalmy węgle wstawmy w to miejsce tłuszcz" niestety to tak nie działa, a każda osoba tak postępująca dostaje mocno obuchem od tego modelu żywienia bo zaniedbane jest absolutnie wszystko...za niska kaloryka, brak pokazania organizmowi dominującego źródła energii, niedostateczna ilość witamin i minerałów. 

Za pracę tarczycy nie odpowiada cukier. Jakakolwiek osoba, która tak twierdzi powinna się doedukować. Węglowodany są ważne, ale to dopiero koniec drogi a nie jej początek... przykładowo niedobór jodu czy też zaburzone wchłanianie witamin osłabia pracę tarczycy. Osoby jedzące węglowodany w niskiej kaloryce również mają problemy tego typu, więc skupianie uwagi na cukrze jako przewodniku dla tarczycy jest z góry błędne. 

Ponadto niedoczynność tarczycy miałbyś wpisaną w genach, gdybyś bez dostarczenia twardych węglowodanów pochodzących ze zbóż chciał funkcjonować, a przypominam : tak człowiek funkcjonował miliony lat. 

Czy jedząc 50g ryżu można się nabawić problemów zdrowotnych związanych z tarczycą? Tak
Czy ta sama ilość węglowodanów dostarczona pod postacią warzyw spowoduje problemy z tarczycą ? Nie. Zbyt duża dawka witamin i minerałów, by organizm nagle musiał się ratować niedoczynnością
Czy jedzenie 50g ryżu + całej gamy warzyw w dużej ilości spowoduje problemy z tarczycą? również nie. 

Zbyt niska kaloryka - problemy z tarczycą
Zbyt mało witamin i minerałów - problemy z tarczycą
Zbyt mało aminokwasów ogółem z których wytwarzana jest trójjodotyronina - problemy z tarczycą.

Dostarczając warzywa, dostarczamy węglowodany, tyle, że nie powodują one gwałtownego uwolnienia glukozy do krwi (no chyba, że są puszkowane lub konserwowe z dodatkiem cukru). 

Niektórzy dietetycy chcą to podkreślać "potrzebujemy odpowiedniej dawki węglowodanów" - i mamy, z warzyw. Potrzebujemy do tego zbóż? Nie potrzebujemy. Gdyby było inaczej - nie przetrwalibyśmy, koniec kropka, tylko lekkomyślny człowiek dyskutowałby z biologią. Hiperwitaminoza? mielibyśmy ją w genach... czym innym jest zjadanie wyłącznie jednego produktu i nabawienie się w wyniku tego niedoboru innych witamin i minerałów, a czym innym dostarczanie zróżnicowanych warzyw...

Nie ma ani 1 badania świadczącego na niekorzyść jakoby zróżnicowana ilość warzyw powodowała hiperwitaminozę.
Są badania dotyczące wyłącznie 1 witaminy, a więc tendencji jedzenia jednego produktu dłuższy okres czasu... ale to żadne odkrycie bo każde zaburzenie proporcji sprowadza się do choroby i cierpienia organizmu. Poza tym to chwyt marketingowy "nie jedz dużej ilości warzyw bo dostaniesz hiperwitaminozy" a za chwilę ta sama osoba "z warzyw nie jesteś w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości witamin i minerałów, potrzebujesz suplementu" . Trzeba być ślepym by tego nie dostrzegać. 

Aspekt psychologiczny? 
będziesz to rozkminiał tylko wtedy, gdy wiecznie masz podejście "muszę sobie odmawiać". Nie wiem niektórzy może myślą, że jak nie jem syfiastego glutenu to staram się go wypatrywać w lodach czy pizzy jak jestem ze znajomymi... zwariować idzie, zastanówcie się. Ja nie chcę jeść glutenu w 95% swoich relacji z żywieniem. Nie jestem chory, nie muszę go unikać...ja go CHCĘ unikać - to różnica. Jednocześnie nie fanatycznie. Wyjście ze znajomymi to wyjście ze znajomymi a nie wypatrywanie szkodliwości tego czynu i dręczące wyrzuty sumienia...debilizm do kwadratu to by był. Nie mam żadnych absolutnie wyrzutów sumienia, bo wracam na swoje tory żywienia i już. 

Jak zjem w za dużej ilości i dopadną mnie dolegliwości bólowe, przeczyszczenie etc - prawidłowo. Organizm słusznie zareagował na syf, zaczyna chorować. Oczywiście gdybym jadł tak dłuższy czas to i do tego syfu by się przyzwyczaił i trwał w tej chorobie, choć byłaby ona niewidoczna bo nie rzucała by się na samopoczucie, nie zmienia to wciąż faktu, że stany zapalne byłyby kumulowane. Proste? 

I odwrotnie: ktoś je syf, przechodzi na zdrowe produkty gęste odżywczo - organizm choruje kilka dni, bo tego nie zna. Zmienia się gospodarka hormonalna organizmu, później to mija i jest o wiele lepiej. Niestety to chwilowe załamanie jest często powodem dla którego ludzie rezygnują. Ich sprawa. 

Inna sytuacja : ktoś wywalił syf, zaczyna zjadać tłuszcz. Nie ma szkodliwych węglowodanów i boli go brzuch, idzie do lekarza okazuje się choroba żołądka. W tydzień rozwinęłaby się choroba od tłuszczów? Nie. Tłuszcz jedynie brutalnie obnażył stan organizmu. Zabrakło trucizny, organizm zaczął dziwnie reagować, w końcu choroba wyszła na wierzch. Coś co trwało dłuższy czas u nas w środku, nagle wyszło na wierzch - i prawidłowo, w końcu wiemy z czym się możemy zmierzyć a nie działać na ślepo. Tu znów ludzie myślą, że to tłuszcz nie dobry i wracają do swojego syfu - samopoczucie wraca, pozornie jest OK a po latach choroba przewlekła... Organizm wiele przetrawi przez lata, ale w końcu nie ma już sił się przed tym bronić. Ten przejściowy dużo gorszy stan jest często konieczny by wszystko wyszło... i zupełnie normalnym jest, że po dostarczeniu syfu organizm choruje. Gdyby nie chorował to znaczy, że w tym syfie trwa 

Ludzie mówią "jadłem kilkanaście dni bez glutenu i nie przekonuje mnie to, bo nie czuję różnicy" 

Jeśli nie ma różnicy to proponuję wrócić do płatków owsianych, chleba, makaronu i dopiero teraz zaobserwować różnicę przez kilkanaście dni.. niewyspanie, problemy z wypróżnianiem i inne atrakcje. Oczywiście tylko w wypadku, gdy osoby całkowicie wywaliły ten syf z diety, a nie zatrzymały sobie 50g płatków owsianych "bo tak".... dopiero na tej podstawie można stwierdzać różnicę.

Warzywa pryskane pestycydami, heh... TO NIC !!! to pikuś, w porównaniu z herbicydem o nazwie Raundup !!(sprawdźcie) herbicyd ten zabijał rośliny uprawne powodując nowotworzenie się złośliwych komórek. Nowotworzenie, czyli co? NOWOTWÓR jak nazwa wskazuje. Jakie białko jest na to odporne? białko pszenicy, zwane inaczej genem odporności : GLUTEN. Tak gluten jest na to gówno odporny, ale nie nasz organizm.... i skąd nowotwór w wieku lat 40tu? 50tu? przecież prowadziłem aktywny tryb życia... każda rozsądna osoba powinna zweryfikować to białko pszenicy choćby od tej strony, skoro nie dociera negatywny wpływ na mózg... 

60 lat temu zawartość glutenu w produktach opartych o pszenicę wynosiła 10-15% - dosłownie to ograniczała się jedynie do bułek z fast-foodów, które dopiero zaczęły rosnąć na sile....dziś jest to ponad 80%.....

Wtedy wiadomo, że fast-food jest syfem i to udowadniali raz za razem, dziś nawet powstają badania mówiące o tym, że fast-food nie szkodzi i wszystko jest ok.... zwyczajnie zamknęli usta naukowcom i zaczęli robić politykę i trzepać kasę na chorobach.... ludzie jedzą to gówno i mówią, że się świetnie czują, ale jakby im zabrać ten syf to chodzą jak narkomani na głodzie. Dalej tak fajnie? 

Mam prawo się odcinać od tego gówna bo w interesie mam własne zdrowie a nie napychanie kieszeni pod pretekstem "zbilansowanego żywienia" - wyyebane mam na to, piszę prawdę. 


  • -4


#4567261 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 16 styczeń 2016 - 09:08

tyle, że ja nie jem mniej
byłem na rotacji kalorycznej, to się sprawdzało bo miałem sporo tkanki tłuszczowej, nie było głębokiego deficytu. Wyciągnięta pewna średnia w odniesieniu do mikrocyklu jakim był pełny tydzień. I wciąż z uśrednienia nie wychodził mi deficyt. Aktualnie gdy samej skóry na brzuchu jest już bardzo mało zacząłem zauważać, kiedy ta akumulacja tłuszczu następuje : tylko wtedy gdy będzie to pokarm niskiej jakości z dość sporym wpływem na wyrzut insuliny. 

Człowiek ma polepszoną insulinowrażliwość i wszystko fajnie, do czasu aż przegapi moment i znów zacznie ją pogarszać, bo jest zbyt pewny siebie i uważa, że może już jeść wszystko. Taki pokarm nie dość, że nie jest odżywczy to w dodatku wszystko psuje w perspektywie długofalowej 

Zjadam 3800 kcal, to naprawdę dość spora dawka energii - teoretycznie mój organizm powinien kumulować tkankę tłuszczową, bo jakiś tam beznadziejny kalkulator tak wyliczył. To jest bzdura na czym świat stoi. Osoba zjadająca sporo węglowodanów gdy podmieni część węglowodanów na większą ilość białka doznaje zmiany kompozycji tkanki na ciele - w kalkulatorze nic się nie zmieniło, kaloryka taka sama...nie ma stwierdzonego ani głębszego deficytu matematycznie ani nadwyżki. Ten deficyt się tworzy na skutek wyższej termiki jedzenia, ale to nie jest matematyka, tylko biologia....i znów : powrót do hormonów a nie obliczeń. Proste?

Mam wiele na to argumentów, na które odpowiedzieć nie potraficie...jest to dla Was niewygodne i będziecie hejtować z każdej strony...

Udowodnione, że osoby z wyższym poziomem kortyzolu kumulują więcej tkanki tłuszczowej - FAKT !! 

Osoby, które jedzą sporo mniej doznają podwyższonego poziomu kortyzolu - fakt
Osoby, które są otyłe doznają podwyższonego poziomu kortyzolu - fakt 

dwa odległe bieguny w jednym deficyt, w drugim nadwyżka...jedna i druga kumuluje tłuszcz - jak to się ma do wyliczeń nadwyżki i deficytu? .... 

i z drugiej strony : 

osoby wbijające testosteron - spadek tkanki tłuszczowej. Sam hormon, bez deficytu kalorii. Tkanka się zmienia. Co się stało? nie ma deficytu... 

Osoby zjadające więcej tłuszczu - wyższy poziom testosteronu, mniej tkanki tłuszczowej. Podkreślam, że chodzi wyłącznie o tłuszcz a nie łączenie nabiału z tłuszczem czy chleba... - co się stało? deficyt? nie. Kaloryka może pozostać taka sama. 

Dlatego jak ktoś mi wpiera, że wszystko jest uwarunkowane obliczeniami makrosów i kaloryką to się z tego śmieję i to zlewam, bo na żadne z powyższych nie umie odpowiedzieć w taki sposób by racjonalnie to zabrzmiało - jakkolwiek.


  • 0


#4567246 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 16 styczeń 2016 - 08:41

elastyka IIFYM polega na tym, że wraz z utratą kaloryczności jesteśmy zmuszeni jeść bardziej czysto, co tylko potwierdza to o czym cały czas piszę : człowiek nie jest w stanie jeść byle jak przez dany okres czasu, bo chodzilibyśmy głodni.....
podmieniam rodzaj mięsa, rotuję warzywami, rotuję olejami czy rodzajami orzechów - jestem na IIFYM, ktoś obok je kurę z ryżem też na nim jest. Jedz co chcesz - to jem dużo tłuszczu z warzywami, bo tego właśnie chcę to zapewnia mi progres, dobre samopoczucie, poprawę wyników siłowych. Nikt o zdrowych zmysłach nie powinien pakować 20g śmieci w imię makro....

to badanie o którym wspomniał Layne na początku jest świetne. Istotnie nie było różnicy w utracie wagi, tylko w indeksie głodu (lub nasycenia jak kto woli, te dwie nazwy są zamienne), jednak na tym nie poprzestano. Po pół roku wrócili do tych samych osób i odnotowali, że osoby, które mieściły się na skali w większym indeksie głodu przybrały więcej tkanki tłuszczowej....to jest właśnie to: śmieci w diecie nie powodują nasycenia....jeśli ktoś ma dostarczyć 40g węglowodanów wyłącznie z ryżu, razowego chleba czy orkiszowego czy płatków owsianych - to powodzenia....głód będzie nie do wytrzymania. Psychiczny głód. Taki pokarm nie nasyca. 
To jest syf. 

Zakładanie bez podziałów tj brak rozgraniczenia jedzenia na brudne i czyste bo to się źle kojarzy etc działa wyłącznie na naszą psychikę. W rzeczywistości są pokarmy, które są mega syfem, ale te osoby to jedzą i są już tak silnie emocjonalnie powiązane z tym syfem, że jakakolwiek krytyka tych śmieci jest odbierana jako atak na te osoby "no jak to??! ja jem śmieci??!! sam jesz śmieci!!"

To tylko ukazuje jak silne uzależnienie wywołują niektóre produkty i jak wielki negatywny odbiór jest wtedy, gdy ktoś próbuje to podważyć i powiedzieć wprost "to są śmieci!" 

Polecam zapoznać się z taką przemiłą praktyką jak Randoup Ready - w skrócie: herbicyd, który zabija wszystkie rośliny uprawne poza genetycznie modyfikowaną pszenicą, później Wy to spożywacie pod szyldem elastycznej diety tudzież zdrowo-rozsądkowego odżywiania. Nikt rozsądny nie powinien zjadać trucizny. Jest to w orkiszu, życie, pszenżycie, owsie... 

Cała żywność skażona tym świństwem była wynikiem decyzji politycznej, a nie sztabu naukowców.
FDA - Agencja do Spraw Żywności i Leków w USA jawnie się do tego przyznaje. 

Udowodnić, że ktoś schudł tylko dlatego że jadł mniej to tak jakby udowodnić, że okulary poprawiają widzenie u osób z wadą wzroku... OCZYWISTOŚĆ. 

Z kolei badania skupiające uwagę na wpływie hormonów w odniesieniu do poszczególnych produktów nie są już tak chętnie publikowane, bo są niewygodne... 


  • -1


#4567202 MojzyQ pozdrawia KFD

Napisany przez antek098 na 16 styczeń 2016 - 00:49

elegancko
tak tłuścioszek zawsze ma dużo do powiedzenia, dalej jest tłusty i bez siły. Tu bez zmian.
u mnie póki co 280 przy wadze 90kg :-) plus łap


  • -7


#4567155 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 15 styczeń 2016 - 23:41

Napiszę raz jeszcze :
Nie dbam o to ilu przeciwników się uzbiera i ile osób będzie tego bronić.
Minusujcie sobie, dawajcie plusy, urządzajcie sobie arenę do wyzwisk - mam to gdzieś. Robię swoje i jestem przy swoim uparty, bo widzę jak bardzo mi (i nie tylko mi) to pomogło. Teraz sobie rozkminiajcie, tyle. 


  • -6


#4567136 powerbuilding? wieczna motywacja!

Napisany przez antek098 na 15 styczeń 2016 - 23:21

jak zaczniecie czytać ze zrozumieniem to zrobi się bardziej przejrzyście w tym śmietniku, który wytworzyliście.

Większość osób na diecie niskotłuszczowej przebywając w deficycie odczuwa spadek libido i spadek energii witalnej. Nikt się głośno do tego nie przyzna, bo "forma ważniejsza" z tego też biorą się brednie typu "od redukcji spada poziom testosteronu" i litości mówią to osoby, które biorą towar.....albo osoby, którym poleciała drastycznie siła bo "są na deficycie" zwyczajne bzdury wykreowane na potrzeby tego wadliwego żywienia, przekonali ludzi, że forma jest ważniejsza od własnego samopoczucia, zdrowia, siły i energii.

Nasza biologia od lat nie wskazuje na to by była to prawda. 
Zważywszy na fakt, że człowiek był skazany na życie w deficycie to gdyby takie były konsekwencje, nasz gatunek by nie przetrwał. 
Żołądek z tego tytułu też nie jest organem tylko workiem mięśniowym, który ma zdolność do kurczenia się i rozciągania. Jak ktoś chce wierzyć w te bzdury, że od deficytu spada testosteron, jest gorsze samopoczucie itp - droga wolna, ale zawsze prowadzi to do jednego : podnieta nad formą zrobioną w 3-4 miesiące, potem wielkie obżarstwo i okazuje się człowiek nagle odżywa, zaczyna dokładać ciężarów, libido wraca do normy, poprawia się samopoczucie - przykry obraz opłakanego i zdeformowanego sportu przez takich właśnie fanatyków, którzy przekonują, że tak musi to wyglądać.... 

Nie dbam o to ile przeciwników się uzbiera i ile osób będzie tego bronić.
Biorąc towar nie robiłem 200x19 w martwym ciągu, nie robiłem ponad 3 krotności wagi w tym ćwiczeniu, nie byłem tak sprawny i silny jak jestem obecnie. Dla kogoś to są bzdury, dla mnie to nie są bzdury. Czy ktoś okrzyknie mnie szamanem, nawiedzonym - leję na to. Prawda leży w starej nauce i literaturze a nie internecie. Przekonałem się sam na sobie i nie żałuję ani trochę ani przez chwilę. Uwolniłem się od tego syfu i tego chorego myślenia, że "coś trzeba". Dobre wyniki siłowe, sporo tłuszczu w dół, wymiary mięśniowe niewiele się zmieniły, siła poprawiona, bez cardio, bez zarzynania się, bez głodowania. Jestem zadowolony. Jak ktoś chce to jeść - niech sobie je. 

Mogę polecić film Food Inc - ciekawy, pouczający nawet dla sceptyków. 
Sam nim byłem, ale jednak nie muszę myśleć jak tłum i się realizować tak jak lubię. 


  • -1





Najważniejsze działy: Kulturystyka | Dieta | Przepisy | Trening | Doping | Fitness | MMA
 Zamknij okienko