Cały czas nurtuję mnie technika wykonywania martwego ciągu. Oczywiście nie chodzi mi o okrągłe plecy albo koci grzbiet bo to takie podstawy, że o nich nawet nie trzeba dyskutować. Jednak u mnie chyba problem leży w czym innym. Otóż jak wykonuje martwy to cały czas staram się mieć ściągnięte łopatki i oczywiście proste plecy. Zachowuję lordozę w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Jednak jeśli chodzi o tą lordozę. Zauważyłem robiąc martwy bokiem do lustra, że żeby zachować pełną lordozę w lędźwiach to mogę opuszczać sztangę tylko na wysokość kolan. Jeśli chce ją opuszczać niżej, bądź odkładać nawet na ziemię po każdym powtórzeniu martwego to ta lordoza mimowolnie zanika i troszkę mi się wyginają tę lędźwia. Jednak problem nie leży w tym, że po prostu garbię plecy bo nie mam siły utrzymac ich prosto, tylko problem polega na tym, że ta lordoza zanika mimowolnie, po prostu jak schodzę bardzo nisko dupą to chyba fizycznie nie jest możliwe utrzymanie tej lordozy bo no po prostu to jest niemożliwe wg mnie
Pozdrawiam.
Pomoc







KFD Premium 





KFD Silver


KFD Gold



