PRaca jednak zostaje. Plecy bolą trochę, ale nie wiem czy to kontuzja czy jakieś naderwanie/zapalenie mięśnia, czy jakiś zakwas. Cholera t wie generalnie. Żyć się da, więc jadę dalej. Jako, że praca jest bardzo bardzo fizyczna mój bilans ustawiłem tak:
- dzień pracujący (bez treningu): B/T/W/KCAL - 2,3/1,2/1,5/2577 - w praktyce wychodzi, że jem 227/117/150
- dzień niepracujący (dzień treningowy): B/T/W/KCAL - 2,2/1,2/1/2326 - w praktyce wychodzi, że jem 210/120/100
W dni kiedy mam siłkę mam 100 węgli. Chyba dosyć mało. Generalnie lekko głodnawy jestem w ciągu dnia, ale praktycznie ok. 30 minut później mam jakiś posiłek więc nie jest to jakaś głodówa.
Najważniejsze to co zmieniłem to fakt, że nie mam takich idealnych założeń już. W tamtej diecie strasznie mnie irytowało jak coś nie mogłem zjeść keidy chciałe i zaczynała się schiza czy to bardzo źle, że nie zjadłem posiłku o 14 itd. Teraz mam dobrą dietę i trening i staram się robić jak najlepiej i tak jak robię wiem, że tak jest to właśnie najlepiej. Bo wcześniej miałem np. posiłki co 3h. Jadłem 1 po 4h i już mechanizm się załączał. A teraz mam tak, że jem koło 6:30 śniadanie, potem w pracy mam 1 przerwę koło 12 i jem kurczaka, a potem koło 15 odźywę piję i za 1h-1,5h mam kolejny raz posiłek. I to, że mam 5,5h przerwy, to... Teraz najważniejsze, żeby mi się bilans zgadzał. Jak będzie wszystko szło jak mam w założeniach, a bez efektów (w co nie wierzę) to prawdopodobnie obniżę tłuszcze, a podniosę węgle (chyba MINI tak robiła) ale to martwić się będę za jakieś 2 miechy ewentualnie. Teraz mam motywację by nie odpuszczać treningów i diety. Chcę lubić taki styl życia, a nie być tylko na diecie i marudzić.
Poniżej przedstawiam dzisiejszy trening:

- trochę żałuję, że przy przysiadach nie wycisnąłem do 10, chyba trochę odpuściłem. Ale zawsze ćwiczę z rezerwą, bo nie mam żadnej asekuracji i chciałbym zobaczyć jak to się ćwiczy na maszynie Smith'a.
- odnośnie wypychania przed siebie, nie wiem czy te liczby są prawdziwe, ale takie są na sztabkach napisane więc takie daję :)
- co do 3 ćwiczenia, trochę chyba za duży ciężar, bo przy 3 i 4 serii musiałem też łydkami strasznie ciągnąć żeby dopachć do tyłka ten ciężar. A chcę robić więcej powtórzeń mniejszym ciężarem żeby nie robić źle.
- co do łydek to fajnie palą, ale krótko więc nastęnym razem jadę do 15 powtórzeń.
O tyle z przemyśleń. W sumie lekko modyfikuję ten plan pod siebie jednocześnie chcę zachować go maksymalnie taki jaki jest pierwotnie. Grzegorz mi zaproponował żebym dał tylko więcej powtórzeń.
Oprócz jedzenia piję zieloną herbatkę Liptona (taka z cytrusami) bardzo fajna w smaku, ale mam jeszcze zwykłą zieloną Ahmeda chyba. Do tego wcinam tran i vitaminy Vigora. Przed aero będę dawać BCAA oczywiście, a chyba jeszcze dodam glutaminę, bo coś mi tam zostało. Co prawda nie czułem po niej różnicy, ale teraz jak mam takie wytężone wysiłki to będę sobie brał ze 2 tabsy po treningu i ze 2 przed snem.
To chyba na tyle z mych wypocin :)
Pomoc














