Apteki oferują nam rozmaite preparaty, na receptę i bez recepty, które mają ułatwiać zasypianie. Czy są one bezpieczne? Czy można się od nich uzależnić? O wyjaśnienia prosimy dr. Michała Skalskiego, psychiatrę z warszawskiej Poradni Zaburzeń Snu.
Leki nasenne leczą bezsenność.
Nie leczą; one jedynie pomagają zasnąć. Są jednym z elementów terapii, ale nie jedynym. By wyleczyć bezsenność, najpierw trzeba znaleźć jej przyczynę. A przyczyn jest sporo, przede wszystkim są to zaburzenia psychiczne (np. depresje, stresy, stany lękowe), zaburzenia somatyczne, które utrudniają sen (np. zespół niespokojnych nóg), zażywanie różnych leków, bezdechy w czasie snu, zaburzenia rytmu snu i czuwania (np. u osób pracujących w systemie zmianowym), różne choroby (np. u mężczyzn - przerost prostaty, który zmusza do kilkukrotnego wstawania w nocy i oddawania moczu). Gdy znajdzie się przyczynę bezsenności i można się jej pozbyć, leki nasenne przestają być potrzebne.
Dostępne bez recepty specyfiki ułatwiające zasypianie są bezpieczne.
Nie ma leków, także nasennych, w stu procentach bezpiecznych. My, Polacy, powinniśmy o tym szczególnie pamiętać, bo - jak pokazują badania epidemiologiczne - należymy do grupy krajów o największym zużyciu środków nasennych. Tymczasem nawet te z pozoru "niewinne", ziołowe, też mogą dawać skutki uboczne. Na przykład do leków zawierających walerianę (kozłek lekarski) bardzo ostrożnie powinny podchodzić osoby w podeszłym wieku. U nich łatwo ten środek przedawkować, a wówczas mogą się pojawić nie tylko zawroty głowy, ale nawet zaburzenia świadomości.
Dobrym sposobem na przespanie nocy jest zażycie środka uspokajającego.
Nie zawsze. Gdy dzień pełen był emocji i wieczorem jesteśmy niespokojni, problemy z zaśnięciem są niemal nieuniknione. Wówczas pomóc mogą łagodne środki uspokajające, np. Melisana Klosterfrau, Valused, Passispasmol, Nervendra-gees-ratiopharm, Persen, Kalms. Jeżeli przyczyną bezsenności nie jest podenerwowanie - te środki nie zaszkodzą, ale i nie pomogą zasnąć.
Preparaty homeopatyczne sprawdzają się jako leki nasenne.
Nie ma badań klinicznych potwierdzających ich skuteczność. Wiadomo jednak, że
w medycynie istnieje tzw. efekt placebo. To znaczy, że jeżeli ktoś wierzy w skuteczność terapii, bywa ona u niego skuteczna.
Melatonina, tabletka naśladująca naturalny hormon snu, pomaga pokonać bezsenność.
Naśladuje hormon, to prawda, ale nie leczy bezsenności. Odgrywa ona rolę regulatora rytmu okołodobowego. Co to znaczy? Otóż, melatonina wydzielana jest przez szyszynkę tylko w ciemności; jej zadanie polega na przekazywaniu mózgowi sygnału, że jest ciemno, należy obniżyć temperaturę organizmu, zmniejszyć aktywność, wydzielać odpowiednie hormony itd. Gdy robi się jasno, poziom melatoniny spada - jest to sygnał, że można wstać i działać. Melatonina odgrywa więc w wywoływaniu snu jedynie rolę pośrednią. Sprawdza się, gdy np. pracujemy na zmiany i po nocnej zmianie kładziemy się spać. Jest jasno, więc poziom naturalnej melatoniny w organizmie jest niski. Ta zażyta w pigułce oszukuje nasz mózg, że nadszedł wieczór i pora iść spać. Podobnie rzecz się ma, gdy odbywamy dalekie podróże i przekraczamy strefy czasowe. Natomiast systematyczne zażywanie tabletek melatoniny przy kłopotach z zasypianiem ma większy sens u ludzi starszych, bowiem wraz z wiekiem nasz organizm wydziela coraz mniej tego hormonu. Trzeba jedynie pamiętać, że efekty działania tego leku zwykle widać dopiero po dwóch, a nawet czterech tygodniach regularnego zażywania.
Łatwo można ulec mechanizmowi psychicznego uzależnienia się od środków nasennych.
Tak, zwłaszcza gdy lek stanie się elementem rytuału związanego z zasypianiem. U zdrowych osób rytuał związany z kładzeniem się do łóżka - mycie zębów, zakładanie piżamy, ścielenie łóżka, gaszenie światła - uruchamia mechanizm zasypiania. Jeśli jednak z jakichś powodów nie możemy zasnąć, po kilku nieprzespanych nocach te same czynności zaczynają się nam kojarzyć z niemożnością zapadnięcia w sen i mechanizm zasypiania zaczyna działać na opak. Gdy nadchodzi wieczór, napięcie związane z obawą przed kolejną nieprzespaną nocą skutecznie udaremnia próby zaśnięcia. Następnego dnia obawy są jeszcze bardziej nasilone, sięgamy więc, np. po dostępny bez recepty lek nasenny. Jeśli udało się nam zasnąć, lek stał się elementem wieczornego rytuału - po pewnym czasie zaśnięcie bez niego staje się niemożliwe. Mało tego, po niedługim czasie dawka leku staje się zbyt mała, żeby zasnąć. Zwiększamy ją i pojawia się problem uzależnienia od leku i tzw. utrwalenia bezsenności. Tabletka, zamiast nam pomóc, staje się powodem kolejnego problemu.
Leki nasenne wydawane na receptę powodują silne uzależnienie fizyczne.
Kiedyś tak było i do dzisiaj - bywa. Środki starszej generacji (barbiturany, np. Veronal, Luminal) już po kilku miesiącach przyjmowania uzależniały tak samo, jak narkotyki. Potrzebne były coraz wyższe dawki, a następnego dnia po ich zażyciu pacjent czuł się rozbity. Nagłe odstawienie leku powodowało objawy neurologiczne (drżenie, napady drgawkowe), psychiczne (niepokój, lęki, omamy) i fizyczne (zaburzenia krążenia, silne pocenie, bóle brzucha). Środki te kumulowały się w organizmie, co bywało powodem zatruć. Na szczęście dziś środki te odchodzą do lamusa. Ich miejsce zajęły pochodne benzodwuazepiny (np. Nitrazepam, Flurazepam). Do leków z tej grupy nie przyzwyczajamy się tak silnie, jak do barbituranów, ale i one po jakimś czasie uzależniają i pogarszają jakość snu - spłycają efektywny sen głęboki, co powoduje, że następnego dnia jesteśmy rozbici, zdekoncentrowani. Na szczęście mamy już do dyspozycji leki nowej generacji, które nie uzależniają. Niestety, lekarze zbyt często przepisują starsze preparaty.
Preparaty nowej generacji są skuteczne i łagodniejsze dla organizmu.
To prawda, bo zaczynają działać dość szybko po zażyciu, działają przez 5-7 godzin bez pozostawiania uczucia rozbicia na następny dzień i nie kumulują się w organizmie. Preparaty nowej generacji (np. Zolpidem, Zopiklon, Zaleplon) nie spłycają snu głębokiego i nie ma po nich tzw. efektu odstawienia. Uzależniają o tyle, że przy dłuższym codziennym zażywaniu może się w nas wyrobić odruch "nie wezmę - nie zasnę". Godne polecenia jest przyjmowanie tych leków tylko w sytuacji koniecznej - najpierw trzeba postarać się zasnąć, a jeśli to nie wychodzi, można zażyć tabletkę (byle nie nad ranem, bo lek będzie działał jeszcze przed południem). Pacjenci często mówią, że wystarczy im świadomość, że mają w domu lekarstwo, które pozwala zasnąć, wyspać się i nie uzależnia, by wpaść w objęcia Morfeusza. Nie muszą nawet zażywać wieczorem pigułki.
Leczenie bezsenności rozpoczyna się od podania leku w najniższej dawce.
Często tak jest, ale to sprawa indywidualna. Terapia ma być przede wszystkim skuteczna oraz bezpieczna i pod tym kątem dobiera się dawkę leku. Ponieważ przyczyn bezsenności jest bardzo dużo i mamy sporo leków do wyboru, dobranie odpowiedniej dawki nie zawsze udaje się po jednej czy dwóch wizytach u lekarza. Jeśli lek nie pomaga, nie trzeba godzić się z sytuacją, mówiąc sobie, że "widać tak ma być". Trzeba o problemach informować swojego lekarza, bo - być może - lek lub dawka nie są dobrze dobrane.
Beata Prasałek
http://kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy